to top

Zgoda na przeciętność

magdatomkowicz

Wiosenne zmiany w toku. W wielu punktach idzie mi tak sobie, ale trwam w postanowieniach lub wracam do nich po kilku dniach przerwy, bo widzę, że są dobre. Także zmiany w głowie, w sposobie myślenia o sobie, zwłaszcza w kontekście innych ludzi.

 

A w kontekście innych ludzi jestem po prostu przeciętna. Tak przeciętna, że kiedy pada deszcz, na mnie leje tak samo jak na nich. Ani mniej, ani bardziej. A przecież chmura powinna zatrzymać się właśnie nad moją głową lub ją szerokim łukiem ominąć. Powinnam się wyróżniać. Chociaż tym.

 

Bo w dzisiejszym świecie, zwłaszcza jeśli chcesz być „w”, a nie „obok” nie masz prawa przyznawać się do tego, że jesteś przeciętna. Ba! Nie powinnaś (nawet przed samą sobą) zgadzać się na przeciętność. Dziś każdy ma być indywidualnością. I to jest ok.

 

Tyle że bycie indywidualnością to czasem zgoda na przeciętność i na rezygnację z dążenia do perfekcji lub wychodzenia poza wszelkie możliwe ramy i utarte schematy, bo niektóre schematy mogą do nas pasować. Nie my do nich, one do nas. Nawet jeśli są przeciętne.

 

I daleko im do wizji, choć dziś wizja sama powinna zamieniać się w rzeczywistość.

 

Mamy przecież ku temu wszelkie narzędzia.

 

A jeśli wierzyć specjalistom od ćwiczenia naszej podświadomości, mamy też predyspozycje.

 

Wszyscy. Jak jeden mąż. Mamy predyspozycje do sięgnięcia ideału. Jaki by on nie był.

 

Do bycia perfekcyjnym. Do znalezienie idealnego faceta, idealnej pracy i wychowania idealnych dzieci, koniecznie płci mieszanej, bo jeśli nie, to przydałby nam się chłopiec, dziewczynka, w zależności, kogo w domu nie ma lub według niektórych, kogo brakuje.

 

Braki nas definiują. Braki są przeciętne.

 

Nie masz idealnej pracy? No co ty? Nie masz specjalnej koszulki do biegania i biegasz w starym podkoszulku? No co ty? Wstajesz z łóżka z sińcami pod oczami, a na bezludną wyspę zabrałabyś poduszkę? No co ty? Coś ci się nie udało? Mąż nie taki albo co gorsze ty nie taka? No co ty?

 

NIE ZGADZAJ SIĘ NA TO! Nie zgadzaj się na przeciętność, bo możesz zrobić to tak jak on czy ona. Patrz, oni odnieśli sukces.

 

A ja, czego bym nie robiła i jak bardzo się nie buntowała, jestem przeciętna w swoim nieperfekcyjnym życiu.

 

A na bezludną wyspę zabrałabym tusz do rzęs, bo jeśli ich nie pomaluję, nie mam oczu, więc na nic by mi się przydał Tołstoj czy inny Heidegger.

 

Z tyłu głowy czasem kołacze myśl, że coś mi ucieka, z czymś już w życiu nie zdążę, pewne doświadczenia mnie ominą, ale ta myśl nie jest na tyle silna, by grać pierwsze skrzypce w mojej codzienności.

 

To ja jestem silna w swojej zgodzie na przeciętność.

 

Na tyle, by nie oglądać się na innych i nie dawać sobie kolejnych mentalnych kopniaków, bo oni robią to lepiej, mają to lepsze. Niezależnie od tego, czym TO coś w danej chwili jest. Zawsze będzie ktoś, kto będzie robił lepiej to, nad czym pracuję i co szlifuje do granic doskonałości. To nigdy nie będzie doskonałe. Może być doskonałe przez chwilę, ale w pewnym momencie i tak staję przed ścianą własnego niezadowolenia, bo inni robią to lepiej.

 

No chyba że jest się tak bardzo alfa, że zupełnie nie i że zawsze tylko do przodu, a przeszkody to tylko stopnie na schodach do doskonałości.

 

Jeśli osiągnęłaś już perfekcję, kłaniam się bez ironii i zazdrości, stop – zazdroszczę tej pewności.

 

Choć dziś niepewność ma dla mnie większą wartość. Dziś jestem przeciętna w swojej pracy na etat i kolczykach z diamentami, które są tak idealne, że nie pasują do niczego w moim życiu.

 

Jest ok, ale mogłoby być lepiej.

 

Przynajmniej według tych, którzy mają zawsze milion rad i doskonale wiedzą, co by się w moim życiu przydało. Przynajmniej jakby ich życie nie było tak samo przeciętne. Masz tak? Potrafisz mieć to na tyle gdzieś, żeby cię to nie wkurzało? Nawet nie te uwagi, ale ta twoja niedoskonałość, która uwiera innych. Uwiera cię ona?

 

 

Czy może, na przekór modzie na dążenie do doskonałości, na uzyskanie stanu totalnej równowagi (która z równowagą niewiele ma wspólnego) pomiędzy absolutnie wszystkimi dziedzinami życia, pomiędzy ciałem a umysłem i sobą a innymi ludźmi, potrafisz zgodzić się na swoją własną przeciętną niedoskonałość? Na to, by nie zdążyć czasem ze swoim życiem tam, gdzie właśnie teraz powinnaś być? Tam, gdzie właśnie teraz są wszyscy ci, którzy nie są przeciętni? Czy zostajesz w tyle, by cieszyć się, jak cała reszta szarego tłumu, pizzą zjedzoną przed telewizorem, w którym powtarzają właśnie całkiem przeciętny hit sprzed lat? Z mężem, dziećmi, psem i całkiem nieprzeciętną radością, która nie potrzebuje perfekcyjnej rozpałki w designerskim opakowaniu.

 

 

Magda T.

  • Marta

    Madzia! Piękny post!
    Zbyt często patrzymy na świat cudzymi oczyma, a jaka jest “prawdziwa prawda”- wiedzą tylko właśnie ci Oni!
    Myślę, że tak bardzo podobna do naszej jak tylko się da- z kłopotami, brakiem czasu ale i z satysfakcją z życia.
    Uważam, że liczą się “proporcje” w jakich przyglądamy się sobie i ludziom i jakie uczucia to w nas wzbudza- lepiej, żeby to była motywacja by robić swoje a nie zazdrość. A indywidualistami jesteśmy zawsze- bez względu na wszystko co robimy lub nie :))
    Pozdrawiam!
    Marta:)

    April 8, 2015 at 1:00 pm Reply

Leave a Comment