to top

Wieczorne rytuały na spokojny sen

magdatomkowicz

 

Pisałam ostatnio o porannych rytuałach, dzięki którym mój dzień jest lepszy. Ale na to, jak on wygląda, bardziej od czegokolwiek, wpływa to, jak wygląda noc. Przy czwórce dzieci trudno o taką, która jest w całości przespana. Mój sen od dziewięciu lat jest przerywany potrzebami moich synów, które muszę zaspokajać także wtedy, kiedy nie mam na to siły. Ale nawet w takiej sytuacji (albo raczej: ZWŁASZCZA w takiej sytuacji) muszę robić wszystko, żeby godziny, które mogę wypełnić snem, były dobrze wykorzystane.

 

Niektóre z moich letnich wieczornych rytuałów różnią się od tych zimowych, ale większość punktów jest taka sama.

 

 

1.Biorę prysznic i robię demakijaż

 

Najbardziej lubię zaczynać wieczór w łazience. Te kilka chwil z samą sobą pozwala mi się zrelaksować bardziej niż cokolwiek innego – zwłaszcza, że cały dzień spędzam z dziećmi. Poza tym, lubię wieczory w piżamie i szlafroku. To kojarzy mi się domowo i przytulnie – zwłaszcza zimą (latem prysznic biorę znacznie później, bo też później zaczyna się mój wieczór).

 

2. Przygotowuję ubrania i śniadaniówki na kolejny dzień

 

Dla mnie jest to ważny punkt, bo pozwala mi rano “urwać” kilka minut chociażby na mój rytuał wdzięczności. Do niedawna przygotowywałam rzeczy tylko dla chłopców, ale owocowało to tym, że sama zakładałam codziennie te same dżinsy i pierwszy lepszy sweter. Bardzo lubię swoje ubrania i trochę mi było smutno, że na macierzyńskim większość z nich nie wychodziła w ogóle z szafy, postanowiłam więc już wieczorem decydować, w co ubiorę się następnego dnia. Dodatkowy plus jest taki, że rano zakładam ciepłe ubrania, prosto z kaloryfera – ogrzewam w ten sposób rzeczy dla dzieci, żeby ułatwić im przygotowania do wyjścia z domu i stwierdziłam, że sobie również zafunduję tę przyjemność, która zimą jest naprawdę na wagę złota.

 

Wtedy też przygotowuję drugie śniadanie dla dzieci i rzeczy na poranną owsiankę lub kaszę, żeby rano tylko włączyć thermomix lub kuchenkę. Wystawiam na blat miseczki, łyżki, czyli robię wszystko, aby przed wyjściem do szkoły mieć jak najmniej pracy. Ten punkt mojej wieczornej rutyny nie obowiązuje w weekendy i inne wolne dni, kiedy rano nie musimy się spieszyć.  

 

 

3. Ogarniam kuchnię i pilnuję, żeby dzieci wyniosły zabawki do swoich pokojów

 

Nie wiem, jak Wy, ale ja nie lubię kłaść się spać (a jeszcze bardziej wstawać rano), wiedząc, że w zlewie zalegają brudne naczynia, a na blacie tańczą okruchy czy rozsypana przypadkiem kawa, której nie można było posprzątać od razu, bo właśnie któreś dzieci pilnie potrzebowało pomocy. Teraz jest czas na to, by zamknąć dzień kuchennych obowiązków. Jeśli wszystko jest już w miarę pod kontrolą, tym lepiej, mogę na szybko zrobić coś “dodatkowego”, na przykład przegląd lodówki i dopisanie do listy zakupów rzeczy, które się skończyły.

 

Pilnuję, aby nasz dom przed snem był w miarę ogarnięty, choć pewnie dla niektórych byłby to stan chaosu. Ważne, że dla mnie jest on do zaakceptowania. Jest to bardzo powierzchowne ogarnięcie – odkurzanie i większe prace zostawiam sobie na “w ciągu dnia”, pomiędzy innymi obowiązkami – najczęściej z Gutkiem na plecach albo po pracy. Wieczorem unikam rzeczy, których nie lubię robić albo które wiążą się z hałasem.

 

 

4. Zapalam świeczki i włączam nastrojowe oświetlenie

 

To zawsze mnie uspokaja, wprowadza w dobry nastrój i pozwala przełączyć się na tryb odpoczynku. Tym bardziej, że nie lubię zbyt jasnego sztucznego oświetlenia, więc w zimowe wieczory w naszym domu panuje najczęściej półmrok. Lubię też wtedy puścić muzykę, która mnie relaksuje.

 

 

5. Wylogowuję się z social mediów i wyłączam komputer oraz telefon

 

To dla mnie trudny punkt, bo bardzo często dopiero wieczorem mam czas, żeby coś zrobić. Ostatnio, z Gutkiem bardzo mało śpiącym w ciągu dnia, za to aktywnie odkrywającym świat, zupełnie nie mam kiedy pisać czy zająć się “prawdziwymi” zdjęciami z aparatu i czasem nadrabiam wieczorami.

 

Wiem jednak, jak ważne jest wylogowanie się ze świata elektroniki i Internetu. Dlaczego? Bo wtedy lepiej śpię, a sen jest mi na tym etapie życia potrzebny bardziej niż jedzenie. Bo łatwiej mi się uspokoić. Bo mój mózg musi przestać przetwarzać fale informacji i obrazów, które płyną z elektronicznych ekranów.
Jeśli naprawdę muszę lub chcę coś zrobić, staram się, aby było to pisanie lub zgrywanie / przeglądanie zdjęć (jeśli w ogóle udało mi się danego dnia wyciągnąć z torby aparat, bo niestety ostatnio robię tylko szybkie zdjęcia telefonem), ale przyznaję, że nie zawsze mi wychodzi.

 

6. Spisuję rzeczy do zrobienia na następny dzień

 

I w ogóle wszystko, co mi siedzi w głowie. No, może nie wszystko, bo wszystkiego pewnie się nie da, ale to, co mnie w tej głowie uwiera lub próbuje się wydostać – pomysły, inspiracje, ale też to, co nie jest miłe i przyjemne, np. niezrealizowane plany na dziś – w myśl zasady, że jeśli coś zapiszemy, możemy przestać o tym myśleć, czyli oczyszczamy w ten sposób głowę.

 

 

7. Spisuję 3 dobre rzeczy, które mnie spotkały w ciągu dnia

 

To mój wieczorny odpowiednik porannego rytuału wdzięczności. Wierzę, że dzięki temu mam lepsze sny. Serio! No, może nie do końca serio, ale dobrze jest zasypiać w świetnym humorze, a zawdzięczniki (jak nazwała je pod ostatnim postem jedna z czytelniczek) to najlepszy sposób, żeby się pozytywnie nastroić.


 

8. Spisuję 3 rzeczy, które mogłam zrobić, aby ten dzień był jeszcze lepszy

 

Wierzę, że to od nas zależy, jak wygląda nasze życie. Tak, są sytuacje, na które nie mamy wpływu, ale pomijając ciężkie choroby i wypadki losowe, to my jesteśmy odpowiedzialni za nasz los. I dlatego powinniśmy pracować nad sobą i swoim nastawieniem.

 

W tym punkcie najczęściej przypominam sobie, że powinnam robić więcej dobrych rzeczy, kierunkuję się na ludzi, bo to oni sprawiają, że moje życie jest piękne. Zastanawiam się, czy odnosiłam się do mojego męża z miłością i czy miałam wystarczająco dużo cierpliwości do dzieci (najczęściej, niestety, tutaj mam dużo do ulepszenia), czy dobrze przeżyłam ten dzień.

 

9. Wietrzę cały dom

 

Staram się, aby okna były uchylone przez cały dzień, ale wieczorem dodatkowo robię przeciąg, żeby poczuć przypływ świeżego powietrza.

 

10. Robię sobie herbatę lub nalewam lampkę wina

 

Bardzo lubię ten punkt, bo on oznacza, że dzieci już śpią, a to zawsze miły moment – moje uszy, oczy i mózg mogą odpocząć. Uwielbiam moje dzieci, ale kiedy śpią czuję błogość. Wszystko jest na miejscu – moje ukochane istoty są bezpieczne w swoich łóżkach, nikt nikogo nie bije, nikt nie wrzeszczy, a ja mogę na chwilę usiąść.

 

Na razie najczęściej towarzyszy temu herbata, ale od czasu do czasu, kiedy Gustaw ma lepszy czas i jest po sutej kolacji (co oznacza, że przez wiele godzin nie będę Go karmić) pozwalam sobie na pół lampki wina. Czasem jem też późną kolację, ale staram się, aby nie było to codziennie (o zachowaniu szczupłej sylwetki pisałam w poście: Jak schudnąć do ostatniego kilograma i bez efektu jojo KLIK). Z reguły do herbaty czytam książkę. Niestety ostatnio zdradzam książki z Grą o tron (wiem, że wszyscy już oglądali, ale ja dopiero teraz nadrabiam zaległości). Dostałam całą serię pod choinkę i czasem, kiedy dzieci już zasną, puszczamy sobie z mężem jeden odcinek.

 

11. Przygotowuję wodę na noc

 

W nocy mój organizm mocno się odwadnia (zwłaszcza kiedy karmię piersią), dlatego wieczorem upewniam się, że w dzbanku filtrującym wodę jest jej pod dostatkiem. Stawiam też kubek z wodą przy łóżku.

 

12. Myję zęby i rozciągam się

 

Przed wejściem do łóżka staram się przez chwilę (dosłownie chwilę) porozciągać. Planuję zawiesić gdzieś w domu drążek, na którym mogłabym chwilę “powisieć”, ale na razie musi mi wystarczyć zwykłe rozciąganie.

 

Bardzo chciałabym wprowadzić do mojego wieczornego rytuału jogę, której mi mocno brakuje, ale przy dwójce małych dzieci, których usypianie do najłatwiejszych nie należy i dwójce starszych, które dodatkowo to usypianie maluchów utrudniają, na razie nawet nie próbuję.


 

13. Czytam książkę

 

Już w łóżku staram się przeczytać choć kilka stron.


 

14. Medytuję lub rozmawiam z mężem

 

Medytacja to rytuał, którym kończę dzień, ale nie zawsze udaje mi się wprowadzić go w życie – zwykle zastępuję go rozmową z mężem, w którego bezpiecznych ramionach odpływam. Ale kiedy mój mąż jest na przykład na basenie, staram się medytować. Nie nastawiam sobie budzika, bo ZAWSZE zasypiam – tak, wieczorem medytuję na leżąco, więc pewnie prawdziwi adepci medytacji złapaliby się za głowę, ale, no cóż, u mnie się to sprawdza i nie będę tego zmieniać, bo śpię wtedy jak dziecko – przynajmniej dopóki któreś z dzieci mnie nie obudzi.

 

 

Jeśli brakuje Wam takiej wieczornej rutyny, pamiętajcie, że bardzo ważne jest, aby dostosować ją do swoich potrzeb i aktualnych okoliczności (zawsze można rutynę zmienić – ja na przykład, kiedy dzieci podrosną, planuję wrócić do jogi i do relaksujących kąpieli z uspokajającymi olejkami). Oraz żeby nie stawiać sobie poprzeczki zbyt wysoko – rytuały mają służyć Wam, nie na odwrót. Dobrze jest odpowiedzieć sobie na pytania:

 

  • co ułatwia mi zaśnięcie
  • dzięki czemu mój poranek może być łatwiejszy / spokojniejszy / mniej stresujący

 

Wieczór to moja ulubiona pora dnia, a takie  “plan działania” pomaga mi spędzić ten czas dobrze. Napiszcie mi, proszę, jakie są Wasze wieczorne rytuały, może się zainspiruję i też wprowadzę je w życie.

 

Magda T.

  • Raincloud

    A co to za fajna ściągawka/podsumowywacz na zdjęciu? Stworzyłaś sama, czy można skądś wydrukować?

    January 23, 2017 at 6:56 am Reply
  • Marta

    Super patent z tym ogrzewaniem ubrań! Chętnie wypróbuję ;)

    January 23, 2017 at 8:46 pm Reply
  • Emilia Kubik

    fajnie…rytuały wprowadzaja pewien rytm i porządek…ale serio spisujesz te 3 rzeczy? to akurat dla mnie dziwne

    January 25, 2017 at 8:18 am Reply
  • Emilka

    Wspaniała lista :) Ja niby mam swoje wieczorne rytuały, wiele nawet podobnych, ale nie pomyślałam, żeby je spisać. A u mnie wszystko, co zapisane ma +10 do wykonywalności ;)

    January 25, 2017 at 8:44 am Reply
  • kitty

    Ależ świetne te Twoje rytuały! Tak na pierwszy rzut oka wydają się trochę czasochłonne, ale wierzę, że właśnie dzięki nim lepiej gospodarujesz swoim czasem. Mnie brakuje kilku z nich, nieraz sobie obiecuję, że wieczorem przeczytam książkę albo odetnę się od komputera, ale prawda jest taka, że po ogarnięciu kuchni (robię obiady wieczorami), zostaje mi raptem godzina przed snem, by coś w tym necie zobaczyć. I tak najczęściej kończę swój dzień – przy komputerze. Ech, ale Twój post jest szalenie inspirujący! Muszę sobie wszystko przemyśleć i zastanowić nad zmianami u siebie.

    February 12, 2017 at 9:13 pm Reply

Leave a Comment