to top

We własnej skórze

ze Stefkiem 2

 

Ostatnio koleżanka powiedziała mi, że nie wyobraża sobie mnie z innym nosem. No nie i już.

 

I szczerze mówiąc, ja też sobie siebie nie wyobrażam z małym, zgrabnym, pięknym, klasycznym i prostym nosem. I nie zazdroszczę innym kobietom ich idealnych nosów (bla, bla, bla, oczywiście, że zazdroszczę, ale już nie tak intensywnie, jak kiedyś).

 

Nauczyłam się. tego.

 

Może nie zawsze cieszę z tego, co mam, ale nauczyłam się grać kartami, które mam. Nie rozpaczać nad tym, czego nie zmienię.. Traktować słabości jako moją silną stronę. Nie fizyczną. Wiem, że mój nos moją najładniejszą stroną nie jest i nie będzie, ale to on w znacznej mierze przyczynił się do ukształtowania mojego charakteru.

 

I tak, jak nie mam absolutnie nic przeciwko operacjom plastycznym i wierzę, że wielu osobom pomagają w podniesieniu samopoczucia lub jakości życia, lub po prostu poprawiają humor, tak bardzo cenię siłę wynikającą z (lub istniejącą pomimo) niedostatków i wad. Tego wszystkiego, za co próbuje wpędzać nas w kompleksy współczesny, biegnący za idealną powierzchownością świat.

 

Dziwi tylko, że dążenie do perfekcji charakteru jest nurtem niszowym.

 

Zresztą, coraz częściej obserwuję nie jedną, a dwie nisze, które rozrastają się i wchodzą do głównego nurtu, dzieląc ludzi na pięknych lub mądrych, zadbanych lub inteligentnych, mających swój styl lub mających coś do powiedzenia. W wielu kręgach nie wypada przyznawać się do dbania o siebie, bo jest ono odbierane jako próżność i pustka w głowie. Z drugiej strony, za idealną fasadą często rzeczywiście czegoś jednak brakuje.

 

I tutaj też, jak we wszystkim, ważny dla mnie jest balans.

 

Żeby chciało się żyć we własnej skórze.

 

I żeby innym było dobrze z naszym wnętrzem.

 

ze Stefkiem

 

Bo dbanie o siebie nie jest oznaką pustki w głowie. Próżność intelektualna nie jest oznaką znajdowania się na wyższym poziomie rozwoju. Zaniedbanie zewnętrza takoż. Zaniedbanie wnętrza na korzyść tego, co na powierzchni (albo bez korzyści dla czegokolwiek) również jest widoczne. Często już na pierwszy rzut oka.

 

Kiedy patrzę na inne kobiety, wydają mi się idealne, a potem okazuje się, że one też mają swoje nosy. A to w postaci brzucha, a to opadającej powieki, a to czegoś jeszcze innego.

 

Macie swoje? Swoje nosy, uda, zmarszczki, piegi (uwielbiam piegi!!!)?

 

 

 

Magda T.

  • Aga

    Oj, Ty naturalna niebieskooka blondyno! :) A kto tam patrzy na Twój nos… Prędzej na niebieskie oczy:)

    Pozdrawiam,
    A.

    April 24, 2015 at 7:53 pm Reply

Leave a Comment