to top

Tworzy się dom

dom

 

Pierwsze noce w Burstnerze za nami. Było trochę jak na łajbie, bo lekki przechył się udał, ale reklamacje nie były przyjmowane. Klaustrofobii na szczęście nie musimy się obawiać – za oknem przestrzeń cała nasza, nawet tam, gdzie już nie nasza. Żywej duszy. Przez cały weekend samochód sztuk jeden – znajomi, którzy przyjechali nas odwiedzić, kombajn sztuk jeden – zboże już zebrane i traktory sztuk 2, co to zboże miały zwozić.

 

To miejsce ma potencjał. Można by tu wszystko. No prawie, bo obiadu to już nie ugotuję, chyba że wszystkie składniki wezmę z miasta, bo w sklepie folklor – półka pełna wódki, wina i piwa, ale jedzenia praktycznie brak. Chleb, masło, margaryna Kasia i jakieś słodycze. I cukier jeszcze. „Gazeta Wyborcza? Pani, tutaj gazet ni ma, dwie wsie dalej może coś będzie, a jak nie to trza do miasta jechać.”

 

Dwie wsie dalej gazet też nie było, więc Wysokich Obcasów nie przeczytałam. Trudno. Za to ludzie mili i życzliwi. Wbrew temu co się mówi na mieście, nawet względem miastowych. 

 

dom

 

Z sąsiadami się poznaliśmy, bo klucz francuski został w domu i nie mogliśmy butli z gazem podłączyć. Pożyczyli. Na kawę zapraszali. Fajnie. Nasze klimaty. Dzieciaki brudne biegają, więc nawet jakby ktoś w tę naszą ciszę dotarł, z dezaprobatą by nie patrzył, policji by nie wzywał, a policja dzieci by nam nie zabrała. Bo musiałaby całą wieś wywieźć. Dziś chłopcy godzinę się w wannie moczyli, żeby wyglądać (przez pół godziny) jak inne dzieci z miasta. Miasta nie zostawię, ale pod wieloma względami bliżej mi na wieś. Nawet jeśli wszędzie daleko.

 

Mój mąż wymyślił, że można by gospodarstwo eksperymentalne założyć. Można by. Tylko że ja od dwóch godzin staram się zmobilizować, żeby choć trochę posprzątać, bo jutro znajomi na kilka dni przyjeżdżają, a w domu jak po przejściu tornado (tylko w lodówce porządek, bo NIC w niej nie ma), więc nie wiem, jak miałabym hektar pola obrobić.  Nie wiem.

 

Jednak bardziej do mnie przemawia wizja hamaka rozpiętego pomiędzy drzewami, spacerów po lesie i miodu prosto z ula. No, może być sad z czereśniami, jabłkami i morelami. Szkoda, że winogrona takie wymagające, bo wino z tak pięknej głuszy na pewno byłoby doskonałe.

 

Za to przyczepę w połowie pomalowałam, więc aż tak leniwa nie jestem. Aż tak nie, ale kiedy już skończę, będę leżeć ze Stasiem i robić nasze przyziemne NIC.

 

To miejsce jest stworzone do nicnierobienia. Najlepiej po ciężkiej pracy. Po utorowaniu drogi do leśniczówki, bo całkiem już chaszczami zarosła, nakarmieniu pszczół i nazbieraniu gałęzi na ognisko. A potem już tylko cichy śpiew niesie się po wsi, a dzieci w cieple ognia zasypiają bez bajki, za to z ażurem gwiazd nad głowami.

 

Tworzy się dom. Dom z kamieni wokół paleniska, które dzieci zbierały od rana, z kawy pod modrzewiem, z zapachu koszonej trawy i wielkiego dołu wykopanego przez Stefana. Dom z nas. Tam dom twój, gdzie serce twoje. Ja wożę moje serca ze sobą, więc budowanie domu to czysta formalność.

 

malowanie przyczepy 147

malowanie przyczepy 121

 

Magda T.

  • Magda

    Ty się delektuj pięknem natury a po Wysokie Obcasy wpadaj do mnie :)

    July 21, 2014 at 5:42 pm Reply
  • surrealistka

    Piękna puenta.

    August 12, 2014 at 10:48 am Reply

Leave a Comment