to top

Synowie 4.0 #1 O synach, córkach i piłce nożnej

magdatomkowicz

Jestem mamą czterech chłopców i często słyszę stwierdzenie, że przydałaby mi się dziewczynka. Bo chłopców wychowuje się dla świata, a dziewczynki dla siebie. Chciałoby się powiedzieć: serio?

 

W XXI wieku, w czasie kiedy kobiety mają paszporty i mogą robić karierę tak samo jak mężczyźni? W XXI wieku ktoś jeszcze ma złudzenia, że dziewczynki to różowe laleczki, które jak marionetki na starość będą podawać swoim mamom herbatkę do łóżka, a chłopcy to samochody i piłka nożna, i obce kobiety, te zołzy okropne kradnące naszych syneczków, których my przez tyle lat rozpieszczałyśmy? I po co? Żeby odeszli na zawsze w świat? Do tych bezwstydnic, przez które my biedne musimy być straszliwymi teściowymi z dowcipów wcale nie zabawnych? Oczywiście zupełnie innymi niż nasze teściowe – te to rzeczywiście są okropne. Serio? Tak myślą wykształcone, pracujące kobiety, które w partnerstwie z ojcami swoich dzieci je wychowują?

 

Naprawdę, zawsze się zastanawiam, jak to jest możliwe, że kobiety dziś wciąż myślą stereotypami sprzed kilkudziesięciu lat. Czy może tylko ja mam koleżanki, które robią karierę w przeróżnych częściach świata, które podróżują zawodowo i nie tylko, które ciągnie do przygód i które mają odwagę pokonywać własne słabości? W moim otoczeniu jest więcej takich kobiet niż mężczyzn. W mediach społecznościowych co jakiś czas wyskakuje mi zdjęcie znajomych z liceum czy ze studiów, które osiedliły się w Stanach, w Anglii, w Australii. Tam dzieje się ich życie, z dala od mam, które urodziły je przecież dla siebie, nie dla świata (?).

 

Mój brat mieszka w naszym rodzinnym mieście. Ja wyjechałam, kiedy miałam 19 lat i moja mama nie miała złudzeń, że kiedyś wrócę – znała mnie na tyle dobrze, żeby to wiedzieć i na tyle mocno kochała, żeby się cieszyć z tego, że żyjemy w czasach, w których mogę być kim chcę, tam gdzie chcę. Mieszkam w rodzinnym mieście mojego męża i to z jego mamą widujemy się znacznie częściej niż z moją. Ba! Mój mąż rozmawia z moją mamą częściej niż ja, bo ja szczerze nie znoszę komunikacji przez telefon.

 

Patrzę na naszych znajomych i widzę, jak często to właśnie mężczyźni przywiązani są do miejsca, w którym się wychowali. I jak często kobiety mają w sobie pragnienie przygody, wyruszenia w świat, nawet takie domatorki, jak ja. Może dlatego, że przez wieki siła kobiet była tłamszona, a przecież pragnienie wolności zawsze rozpalało ich krew.

 

Nie bądźmy naiwne, Kochane Mamy. Nie obciążajmy swoich dzieci, ani synów, ani córek, własnymi wyobrażeniami na temat tego, jak ich życie powinno wyglądać. Bądźmy dla nich wsparciem, kiedy tego potrzebują, bądźmy korzeniami, na których wyhodują skrzydła, żeby mogły latać tak wysoko, jak same dla siebie wymarzą. Bo mamy je wypożyczone. Na chwilę. Nawet jeśli będą mieszkać dwie ulice dalej, za kilkanaście, dwadzieścia parę, za kilka lat, będą mieć swoje życie. W swoim świecie. To do życia w tym ich świecie, jaki by nie był, gdzie by nie był, z kim by nie był musimy je przygotować.

 

Nie nasączać własnymi lękami. Nie ograniczać stereotypami. Nie zamykać w klatkach naszych ambicji, wyobrażeń, oczekiwań. TO MY JESTEŚMY DLA NICH, NIE ONE DLA NAS. A jeśli komuś to nie w smak, powinien się zastanowić nad sensem rodzicielstwa. Albo modlić się o córkę, która z własnej woli lub z poczucia obowiązku/winy, da się wychować na córeczkę dla mamusi.

 

Mocno wierzę, że moi synowie nie muszą być maminsynkami, żeby kiedyś wciąż mnie kochali, żeby wracali od czasu do czasu. Mają dobry przykład – najlepszego tatę na świecie, który jest również cudownym mężem i wspaniałym synem. A ja staram się być silną mamą i dawać im to, czego potrzebują, nie zapominając o sobie, o swoich pasjach i marzeniach, bo to na mnie spoczywa odpowiedzialność za budowanie własnego szczęścia, nie na nich. Nie teraz. Nie za dwadzieścia czy trzydzieści lat.

 

 

magdatomkowicz

 

Magda T.

  • Ewelina

    Zgadzam się. I mogę przykład nawet podać na sobie i mojej siostrze.
    Moi rodzice mają dwie córki, obie wyjechały. Ja obecnie ( jak i Ty ), mieszkam w rodzinnym mieście męża, jakieś 380 km od rodziców, moja siostra obecnie we Francji. Więc też się nie zgodzę, że to córki zostają zawsze przy mamusiach, a nawet bym była skłonna napisać, że jest na odwrót ;)
    Pozdrawiam
    Ewelina
    Ps. Cudny Staś :*

    June 26, 2016 at 10:25 am Reply

Leave a Comment