to top

Starter kit, czyli metoda na to, by zawsze mieć w co się ubrać

magdatomkowicz

Jesienią najchętniej kupowałabym tylko wełniane swetry. Albo wełnę na swetry. Byłabym najszczęśliwsza, gdyby wszystko inne samo znajdowało się w mojej szafie (w szafach moich małpek również). Nie musiałabym się wówczas przejmować tym, czy mam co do tych swetrów założyć. Bo wierzcie lub nie, zdarzały mi się okresy, kiedy moja gotowość na jesień ograniczała się do zapasu miodu i goździków w kuchni. I swetrów w garderobie.

 

Uwielbiam swetry. Kocham je miłością o tyle łatwą i przyjemną, że całkiem odwzajemnioną, bo ciepło mi w nich, bo dobrze się w nich czuję i nie unikam patrzenia w lustro, kiedy mam je na sobie. Tylko, że żadna ilość swetrów nie jest w stanie sprawić, że rano będę miała się w co ubrać, jeśli poza nimi moja szafa będzie zbiorem rzeczy przypadkowych i nie do końca do siebie pasujących.  Zbyt krótkich, przydługich, z małą dziurką na rękawie, zmechaconych, nie w tym kolorze czy fasonie, niewystarczająco ciepłych czy zbyt eleganckich – tudzież za mało.

 

Dlatego – choć jesienią najchętniej kupowałabym tylko swetry, same swetry i zawsze swetry, zmieniając sezonowo zawartość szaf, decyduję, jaki będzie w najbliższych miesiącach mój (i chłopców) starter kit i czy mam wszystkie elementy potrzebne, by go zbudować.

 

 

Starter kit krok po kroku

 

Starter kit, czyli baza, podstawa, capsule wardrobe w pigułce. To wszystko, czego potrzebujemy, by rano nie mieć problemów z ubieraniem. To także metoda na zdefiniowanie swojego stylu – tak naprawdę większość rzeczy, które mam w szafie (a mam naprawdę sporo rzeczy – i to wcale nie przeszkadza mi w przygotowaniu starter kit, bo można mieć pełną szafę i wciąż mieć w co się ubrać :)), jest powieleniem elementów wchodzących w skład zestawu bazowego. Jest idealna także wtedy, kiedy dochodzimy do wniosku, że zawartość naszej szafy nie sprawia nam radości i już do nas nie pasuje. Trudno z dnia na dzień wymienić całą garderobę, ale można zacząć właśnie od starter kit – często okazuje się, że wiele z posiadanych już rzeczy świetnie nadaje się na codzienną bazę i trzeba dokupić tylko kilka drobiazgów. I nie chodzi o wyrzucanie wszystkiego innego, chodzi o to, by mieć sprawdzony “zestaw startowy” – na gorsze dni, na brak czasu, na chwile, kiedy musimy czuć się pewnie i nie mamy ochoty na eksperymenty. 

 

 

Krok pierwszy – odpowiedz na pytania:

 

Jaki jest mój obecny styl życia?

Do jakich aktywności musi być przystosowany mój strój? Co robię najczęściej? Jaki dress-code obowiązuje mnie w pracy? Jaki stopień wygody muszę sobie poprzez strój zapewnić? Czy przebieram się po powrocie do domu?

 

Jakie zestawy sprawdziły się w ubiegłym roku?

Po które ubrania sięgałam najczęściej? Czy wciąż je lubię? Czy wciąż wyglądam w nich dobrze? Czy zakładałam je z przyzwyczajenia, braku alternatyw, bałaganu w szafie i problemów ze znalezieniem czegoś innego, czy dlatego, że naprawdę dobrze się w nich czułam? Czy w związku z tym mam ochotę na eksperymenty, czy wolę nie zmieniać tego, co już raz się sprawdziło?

 

W jakich kolorach widzę siebie w tym sezonie?

 

Czy dobrze się czuję w kolorach, które królują w mojej szafie, czy chciałabym spróbować czegoś nowego? W jakich kolorach mi do twarzy i czy chcę się tym sugerować w przygotowaniu starter kit? Jakie kolory aktualnie są moimi ulubionymi i czy chcę je wprowadzić do garderoby?

 

Czy moja figura jest taka sama jak w ubiegłym roku?

Czy nie muszę dostosować swoich wyborów do tego, że przybrałam bądź straciłam na wadze? Czy w poprzednim sezonie rzeczywiście wybierałam kroje i fasony, w których czułam się dobrze? Jeśli nie, co powinnam zmienić?

 

Jakie zestawy podobają mi się na innych?

Na jakie rzeczy najbardziej zwracam uwagę, przeglądając pinterest lub szukając inspiracji gdzie indziej? Co podoba mi się w stroju koleżanki z pracy, którą zawsze podziwiam za styl? Na jakie kobiety (w co ubrane) zwracam uwagę? Czy któreś elementy ich strojów chciałabym wprowadzić do swojej szafy? Czy pasowałyby do mnie, do mojego stylu, do mojej osobowości? Czy raczej są to rzeczy, które już wypróbowałam i wiem, że leżałyby na dnie szafy?

 

Czy miałam kiedyś element garderoby, który wyjątkowo lubiłam? Który był jak druga skóra? Jakie były jego cechy? Co najbardziej mi w nim odpowiadało?

Wygoda? Elegancja? Krój? Kolor? To, że dawał ciepło?

 

Jaki skład ubrań mnie interesuje, a jaki nie wchodzi w grę? Czy moje ubrania muszą się wyróżniać? Czy może lepiej czuję się w rzeczach, w których stapiam się z tłumem?

 

Jak w kilku słowach opisałabym mój styl?

 

 

Krok drugi: wybierz trzy pasujące do Twojego stylu życia zestawy ubrań

 

To one będą Twoją bazą i ratunkiem w chwilach kryzysu, gdy nie ma czasu na zastanawianie się, co na siebie założyć oraz myślenie, czy poszczególne elementy Twojego stroju do siebie pasują, czy wyglądasz w nich dobrze.

 

W moim przypadku to zawsze ubrania naprawdę podstawowe, z których mogę złożyć uniwersalny, bezpieczny i wygodny zestaw, w którym będę czuła się na 100% sobą i który nie zawiedzie mnie w codziennych sytuacjach. Pracuję z domu, więc nie muszę przejmować się dress codem i wszystkie moje zestawy składają się z elementów, które mogę dowolnie zamieniać między sobą (tworząc kolejne zestawy). Jeżeli Twój styl życia jest bardzo różnorodny (np. dwa dni w tygodniu spędzasz w biurze, dwa na uczelni, a jeden w domu z dzieckiem) – oczywiście możesz przygotować więcej zestawów.

 

Jak wybrać zestaw?

 

Dla mnie sytuacja jest bardzo prosta: zastanawiam się, po co rzeczywiście najczęściej sięgam jesienią. W czym jest mi wystarczająco ciepło. Które ubrania są dla mnie jak druga skóra. Zdarza się, że moje zestawy są identyczne do tych z lat ubiegłych, ale czasem muszę wprowadzić modyfikacje, bo zmienił się mój styl życia, bo znudziły mi się niektóre elementy zestawu lub nie pasują już do mojej wizji własnego stylu, który przecież ewoluuje. Ale ponieważ od lat ubieram się prawie tak samo, nie mam większych problemów z wyborem starter kit. Jeśli Ty masz, odpowiedz raz jeszcze na pytania z pierwszego punktu – pomogą Ci Twój styl zdefiniować.

 

 

Krok trzeci: Przymierz każdy z zestawów

 

Sprawdź, czy rzeczywiście (czy wciąż) dobrze w nim wyglądasz. Często nasze wyobrażenie o tym, co zobaczymy w lustrze, kiedy coś na siebie założymy, różni się od rzeczywistości. A te zestawy mają być sprawdzone i gotowe do założenia od ręki. To ich największa zaleta.

 

 

Krok czwarty: sprawdź, czy masz wystarczająco dużo składowych elementów, by móc przygotować po 3 gotowe stylizacje z każdego zestawu

 

Dlaczego 3? W moim przypadku ta liczba sprawdza się najlepiej – przy dzieciach wciąż muszę się przebierać i przy mniejszej ilości nie czułabym się komfortowo. Nie oznacza to, że potrzebuję na przykład 3 par luźnych dżinsów. Chodzi o to, by nasz starter kit składał się z elementów, które są na tyle wszechstronne, że bez problemu możemy je między sobą mieszać i zestawiać w różny sposób. Ten sam sposób stosuję, przygotowując jesienną garderobę chłopców.

 

 

Krok piąty: zrób listę ewentualnych zakupów

 

Sprawdź, czy rzeczywiście masz swoją bazę – bez niej trudno będzie zbudować starter kit. Twoja baza wcale nie musi składać się z tzw. ubrań podstawowych. Twoja baza to TWOJA BAZA. To nie muszą być białe podkoszulki. To równie dobrze mogą być koronkowe lub jedwabne bluzki. To Twoja baza i to Ty musisz zdecydować, co ma wejść w jej skład.

 

Mam koleżankę, która najczęściej ubiera się w dopasowane, kolorowe sukienki. To jej starter kit. Ma jedną parę dżinsów i jeden zwykły podkoszulek. I więcej nie potrzebuje. Ja mam na odwrót. Mój zestaw startowy składa się z ubrań podstawowych i to o nie najczęściej muszę uzupełniać szafę, bo noszę je na okrągło i najszybciej się zużywają (w dodatku najłatwiej o nich zapomnieć, buszując bez planu po sklepach, bo wówczas najczęściej wpadają mi w oko rzeczy wyjątkowe lub niekoniecznie do mnie pasujące, ale “mogące się przydać” – dlatego od kilku lat nie buszuję bez planu po sklepach).

 

 

Proste, prawda? Trzy zestawy razy trzy stylizacje – tyle wystarczy, by nie musieć stać przed pełną szafą i zastanawiać się, jak to możliwe, że przy takiej obfitości ubrań, nie mamy co na siebie włożyć. W dodatku, jeśli nasze zestawy są dość podstawowe i uniwersalne, z dużym prawdopodobieństwem będziemy mogli dowolnie mieszać elementy z różnych zestawów. A wtedy pozostaje już tylko zmieniać swetry. Albo, jak kto woli – buty.

 

 

Macie swoje metody na to, by rano nie stać przed szafą bez pomysłu na to, co na siebie włożyć?

 

 

 

PODOBA CI SIĘ W MOIM INTERNETOWYM ŚWIECIE?

 

Jeśli tak i chcesz pomóc mi rozwijać ten blog i dać motywację, bym dalej snuła opowieści o miłości, radości i pięknie, oto w jaki sposób możesz to zrobić:

 

  • Zostaw po sobie ślad – skomentuj, napisz, co myślisz, a kiedy już mi zaufasz – opowiedz swoją historię
  • Poznajmy się lepiej – polub mój profil na Facebooku i zobacz, jak to wszystko wygląda od kuchni
  • Zaobserwuj mój profil na Instagramie – tam opowieści o miłości, radości i pięknie jest jeszcze więcej
  • Udostępniaj moje posty – nawet nie wiesz, jaką radość mi w ten sposób sprawisz :)

 

magdatomkowicz

Magda T.

  • Monika

    Madziu, mamy podobne podejście:) Ja kupuję teraz tylko ubrania proste. Szare swetry, czarne spodnie. Do dżinsów muszę schudnąć (ciągle wracam do Twojego posta o tym jak schudnąć:)) wczoraj miałam na sobie szary długi kardigan i pasiastą bluzkę. I w takich ubraniach najlepiej się czuję. Chociaż jak jestem w centrum handlowym zawsze mnie korcą falbanki, cekiny i wzory:) Ale wczoraj w moim zwykłym zestawie czułam się mega fajnie. Chociaż jeszcze łapię się na tym, że jeśli gdzieś się spieszę, nie mam co na siebie założyć. Właściwie mam, ale muszę chwilę pomyśleć a jednak na myślenie nie ma czasu. Bo ja ciągle się spóźniam (to chyba normalne w byciu mamą?) :)
    Uściski,

    Moni

    October 4, 2017 at 9:53 am Reply
  • Aga - MiskiDwie

    Mam cala szafe ciuchow a wusmie i tak ubieram sie w szesc rzeczy na krzyz i wszystkie czarne :D

    October 4, 2017 at 10:34 am Reply
  • Klaudia Kalazna

    Wpis trafiony, bo właśnie nie dalej jak wczoraj podeszłam do mojej szafy i wyrzuciłam chyba ponad połowę ubrań! Świetnie rozpisałaś kroki, które mogą nam ułatwić pozbycie się starych i nabycie nowych ubrań, które będą nam naprawdę potrzebne, a jednocześnie będą cieszyć nasze oko i duszę.

    October 4, 2017 at 11:21 am Reply
  • Daria | Mistrzyni Codzienności

    Właśnie zabieram się za kompletowanie mojej szafy kapsułowej, więc na pewno skorzystam.

    Śledzę Cię od miesięcy na Instagramie (i uwielbiam!), a nie miałam pojęcia, że prowadzisz blog! Będę często zaglądać.

    October 4, 2017 at 11:28 am Reply
  • lauralt

    Skorzystam z twoich rad :)

    October 4, 2017 at 12:37 pm Reply
  • Mondro

    Ja właśnie jestem na etapie budowania swojej szafy. Na szczęście etap pozbywania się staroci mam już za sobą i teraz część najprzyjemniejsza czyli uzupełnianie ;)

    October 4, 2017 at 2:53 pm Reply
  • Ania (polka.private)

    Marzę o takiej capsule wardrobe! Tylko jakoś nie mogę się zmobilizować do jej stworzenia, a chodzenie po sklepach napawa mnie ostatnio dziwnym przerażeniem;)
    Ale.. zaczęłam od pozbycia się większości starych ciuchów. Moje życie się zmieniło, zmienił się styl.. Teraz tylko muszę się zmobilizować do baaardzo przemyślanych zakupów, a to wbrew pozorom nie takie proste! Wierzę, że Twoja lista mi to ułatwi, dzięki Madziu!

    October 4, 2017 at 3:03 pm Reply
  • Anna

    Ja mam swój określony styl, jeśli chodzi o wybór ubrań. Na codzień ubieram się na sportowo a do pracy i na wyjścia, bardziej elegancko. :-)

    October 4, 2017 at 5:40 pm Reply
  • MerCarrie

    Zrobiłam eksperyment z szafą kapsułową. Faktycznie, zawsze miałam się w co ubrać, ciuchy do siebie pasowały i wyglądałam dobrze…Ale! (Jak wiemy wszystko, co jest przed „ale” jest nieważne ;) ) Otóż piekielnie się nudziłam.
    No bo ileż można zakładać błękitną luźną koszulę do cygaretek, cekinowej spódnicy czy szortów. Po kilku tygodniach nie mogłam na nią patrzeć. A była jednym z moich ukochanych ubrań.
    Eksperyment natomiast nauczył mnie, że mam szafie samograje, które się po prostu sprawdzają.

    Dlatego szafa kapsułowa mnie nie nie przekonuje. Jest nie dla mnie. Muszę mieć wybór i możliwość „udawania kogoś innego”. Bo czasem też o to w tej całej zabawie z ciuchami chodzi :) A poza tym jestem przekonana, że nawet mając doskonale skomponowaną zawartość szafy, wpadamy czasem w panikę i „nie mamy się w co ubrać”…wystarczy przecież gorszy dzień, albo zbyt duża opuchlizna przy miesiączce…

    Ale podziwiam. I życzę powodzenia. I trzymam kciuki :)))) Bo przecież nie ma uniwersalnych rozwiązań!

    :*

    PS: ostatnio wyciągnęłam trencz, w którym nie chodziłam trzy lata i na nowo go pokochałam ;)

    October 5, 2017 at 5:57 pm Reply

Leave a Comment