to top

Skąd wiadomo, że ON to TEN JEDYNY?

TEN

 

TEN

 

Kiedy byłam młodą dziewczyną, często zastanawiałam się, jak poznać, że to TEN. Ten jeden jedyny i na cale życie. Nie miałam kogo podpytać, bo kobiety w  mojej rodzinie szczęścia w miłości nie miały, więc i doświadczenie w tej materii znikome. Internetu w takiej formie jak dziś nie było. Koleżanki o miłości też jeszcze nie miały pojęcia. A w książkach królowała miłość romantyczna lub melodramatyczna albo chmurni mężczyźni, którzy tylko na zabój. Czasem dosłownie. W filmach takowoż, tyle że w przyśpieszonej formie.

 

A przecież życie życiem.

 

Życie życiem do tego stopnia,  że odpowiedzi nie znalazłam. Przynajmniej do czasu, kiedy poznałam mojego męża. Choć nie, nawet wtedy nie. Bo kiedy poznałam mojego męża, najpierw się przyjaźniliśmy. Tak dobrze, bezpiecznie, bez podtekstów. Tak jak przyjaźni się kobieta ze złamanym sercem z dobrym facetem, który nie myśli tylko o tym, jak wykorzystać sytuację. Pierwsze noce, które razem spędziliśmy były w całości przegadane. W moim londyńskim łóżku, które było większe niż nasze obecne, małżeńskie i nie wymuszało fizycznej bliskości. Ale jednak byliśmy tak blisko. I czuliśmy się tak swobodnie w swoim towarzystwie, jakby nie dzieliło nas nic, co dzielić może.

 

I ta swoboda została. To poczucie bezpieczeństwa, komfortu. Pewność, że mogę być w 100% sobą i nie będę oceniana ani krytykowana za to, jaka jestem. Poczucie, że jestem akceptowana. Z moimi wadami. Z całym kompletem przywar.

 

I tak jest do dziś. Wiele rzeczy w naturalny sposób odeszło lub zmieniło kształt. Motyle  do brzucha przylatują czasami, nie mieszkają w nim stale, no bo jak? Wokół oczu pojawiają się śmiechowe zmarszczki, a brzuch raz jest mniejszy, a raz większy. Nieraz palnę coś głupiego albo wpadnę w panikę, albo zrobię coś jeszcze innego, do czego wstydziłabym się przyznać światu.

 

I wiem, że TO NIC, bo to przecież ON.

 

Mogę źle wyglądać. Rodzić przy nim dzieci. Siedzieć na sofie w dresie i bez makijażu. Budzić się rano po imprezie z nieświeżym oddechem. Płakać z powodu jednej kreski na teście. I zadawać głupie pytania. Z tego też składa się życie.

 

I jestem ogromnie wdzięczna, że spędzam je z kimś, przy kim czuję się na tyle swobodnie, by być sobą.

 

Bo przecież nie da się cały czas udawać. Wciąż się spinać i być tylko najpiękniejszą, najmądrzejszą i najlepszą wersją siebie.

 

A jeśli ktoś miałby mnie kochać z płaskim brzuchem, ale z zaokrąglonym już nie, to pewnie nie byłabym TĄ JEDYNĄ.

 

 

Magda T.

  • Baśka

    :-) o tak!

    May 7, 2015 at 9:27 pm Reply
  • Czarna Skrzynka

    Dokładnie… Najważniejsze, że przy tym kimś możesz być po prostu sobą! :) To jest własnie to szczęście, o którym wszyscy mówią i go szukają!

    December 6, 2016 at 4:15 pm Reply

Leave a Comment