to top

Detoks szafek kuchennych

porządki w szafie

 

Rozmawiałam wczoraj z mężem o zdrowej żywności i o tym, jaki jest stosunek większości ludzi do jedzenia. Obydwoje zauważyliśmy pewną prawidłowość – otóż prawie każdy, kto słyszy, że hodujemy kiełki i pijemy koktajle warzywne, traktuje to (delikatnie mówiąc) jako totalną przesadę i folklor. W tego typu reakcjach nie byłoby nawet nic dziwnego, gdyby nie to, że pochodzą one od ludzi, którzy przecież chcą być zdrowi. No bo kto by nie chciał? I tak się zastanawiam, czy rezygnacja ze śmieci na rzecz prawdziwego jedzenia jest aż takim poświęceniem, że nie stać na nie ludzi, którzy starają się dbać o siebie i o swoje rodziny? Gdzie zaczyna się przesada? Są przecież tacy, dla których pojawienie się na talerzu jakiegokolwiek warzywa (zwłaszcza surowego) jest powodem do niezadowolenia.

 

Ja wiem, że żyjemy w świecie, który kręci się wokół konsumpcji, a ta napędzana jest przez reklamy i że przecież nie ma nic złego w karmieniu dzieci słodkimi jogurtami czy frytkami (chyba każdy, kto chodzi czasem do restauracji, widział rodziców biegających za dziećmi z frytkami) – przecież cały świat tak robi. Tymczasem według prognoz rodzące się teraz dzieci należą do pierwszego od stuleci pokolenia, którego przewidywana długość życia ma jest krótsza niż przewidywana długość życia ich rodziców. Mnie to wystarczy, żeby walczyć o zdrowie dla mojej rodziny. A że zdrowie zaczyna się na talerzu…

 

Zmiana przyzwyczajeń może być bardzo trudnym wyzwaniem. Tym trudniejszym, jeśli w chwilach, kiedy przychodzi nam ochota na coś smacznego, pod ręką mamy tylko chipsy lub mleczną czekoladę. Dlatego tak ważne jest to, co przechowujemy w kuchennych szafkach. Bez bazy zdrowych, nieprzetworzonych produktów, z których możemy czarować pyszne posiłki ani rusz. Jednak, żeby zrobić dla nich miejsce, trzeba najpierw pozbyć się śmieci, które sprawiają, że wciąż wracamy na znajomą, więc łatwiejszą drogę złych nawyków.

 

Czyszczenie szafek z tego, co nam nie służy można robić stopniowo, wprowadzając do diety coraz więcej prawdziwego pożywienia i zostawiając tym samym coraz mniej miejsca dla śmieci. Jeśli ktoś ma bardzo złą dietę pewnie taki sposób będzie lepszy – nagła rewolucja może okazać się czymś nie do udźwignięcia na dłuższą metę. Warto wtedy ułożyć sobie plan działania, spisać cele i sposób ich osiągnięcia.

 

Można też pokusić się o tzw. szybki detoks, czyli od razu pobyć się wszystkiego, co nie jest prawdziwym jedzeniem. Ta metoda z pewnością pomoże uchronić się przed zamkniętym kołem, czyli kupowaniem kolejnych wysoko przetworzonych lub pełnych cukru produktów tylko dlatego, że są nam potrzebne, by użyć je razem z tymi, które już mamy w szafkach. I nie chodzi nawet o to, żeby nigdy nie zjeść już niczego niezdrowego, ale żeby ograniczać ku temu okazje – jeśli nie masz czegoś w kuchni, po prostu tego nie zjesz.

 

Czego warto się pozbyć z kuchni:

 

1. białej mąki i zrobionych z niej makaronów, ciastek, chleba, paluszków i innych produktów

 

2. białego cukru i słodyczy nim nafaszerowanych, sztucznych słodzików też

 

3. białej rafinowanej soli

 

4. białego ryżu

 

5. czipsów, chrupek, czekoladek, orzeszków ziemnych itp.

 

6. rafinowanych olei roślinnych

 

7. mleka i śmietanki UHT, serków topionych i homogenizowanych

 

8. musli, kulek czekoladowych i innych płatków ze sklepu (chyba że skład nie budzi naszych podejrzeń, choć ja i tak wolę zrobić sobie musli sama)

 

9. margaryny i różnych miksów

 

10. dżemów (dla mnie jeden z trudniejszych punktów, z którym wciąż walczę, bo uwielbiam dobrej jakości dżemy, marmolady i konfitury), nutelli i innych smarowideł

 

11. mrożonych gotowych potraw, frytek, paluszków rybnych itp.

 

12. soków w kartonach i wszelkich soczków typu Kubuś

 

13. napojów gazowanych i energetyzujących; alkoholu (ja zostawiam sobie tylko dobrej jakości, najlepiej ekologiczne, wino)

 

14. wszelkich kostek rosołowych i przypraw z glutaminianem sodu, cukru wanilinowego i sztucznych aromatów

 

15. majonezu i innych sosów ze sklepu

 

16. dań z proszku, różnej maści fixów, dressingów, budyni i kisieli

 

17. jogurtów, kefirów i maślanek słodzonych cukrem (o wszelkich danonkach i innych świństwach dla dzieci nie wspominając)

 

18. puszkowanego jedzenia (to, co się da – np. pulpę pomidorową najlepiej kupować w szklanych opakowaniach

 

19. kawy i czarnej herbaty – mnie udało się ograniczyć kawę i zejść kilku kubków dziennie do dwóch, trzech na tydzień (teraz piję kawę tylko w weekendy lub kiedy jesteśmy w kawiarni i mam dużą ochotę)

 

20. przetworów mięsnych i rybnych, wszelkiego rodzaju parówek, wędlin itp.

 

21. jajek z chowu klatkowego i karmionych świństwami

 

 

O czymś zapomniałam? Pewnie tak. Od tak dawna większości z tych rzeczy nie kupujemy, że pewnie wiele „nowości” w świecie śmieci, którymi można faszerować swoje ciała mnie omija. Jeśli macie jeszcze jakieś pomysły, piszcie. Następnym razem będzie zdrowa lista zakupów, subiektywna, moja, ale może komuś pomoże. Trzymajcie się zdrowo!

porządki w szafie

Źródło grafiki

 

 

Magda T.

  • lagre

    fajnie napisane, ale jak zrezygnować z majonezu? no jak!

    March 20, 2015 at 4:37 pm Reply
  • Ozdoba

    To co wy jecie? My odżywiamy się dość zdrowo ale nie rezygnujemy radykalnie ze wszystkiego ( takie mam wrażenie czytając waszą listę). Wszystko z umiarem. Nawet gdybym ja chciała i udałoby mi się przekonać męża do takiej eliminacji produktów to co z dziecmi?

    March 22, 2017 at 12:35 pm Reply

Leave a Comment