to top

Poranne rytuały, dzięki którym mój dzień jest lepszy

magdatomkowicz

Kiedy zastanawiałam się, od czego powinnam zacząć proces wcielania w życie drobnych zmian, które pomogą mi bardziej doceniać to, co mam, lepiej się organizować w ciągle zmieniającej się rzeczywistości naszej dużej rodziny i być bardziej produktywną, pomimo nie zawsze sprzyjających warunków zewnętrznych, doszłam do wniosku, że najlepiej zacząć od początku. A początkiem dla większości z nas jest moment, kiedy się budzimy. To wtedy otwiera się przed nami bezmiar możliwości – chyba, że mamy małe dziecko, wtedy możliwości są ograniczone, ale wciąż istnieje mniejsze lub większe pole do manewru. Moje pole do manewru, przy czwórce dzieci, może nie jest ogromne, ale na pewno jest wystarczające, abym była w stanie dobrze zacząć dzień. Jasne, mogłabym powiedzieć, że nie ma szans, nie w naszej obecnej rzeczywistości, ale nie chodzi mi przecież o szukanie wymówek, a o szukanie rozwiązań, prawda?

 

 

 

Dlatego jakiś czas temu zmobilizowałam się i stworzyłam listę porannych czynności, które przez pierwsze kilka dni po prostu odhaczałam po wykonaniu (niektóre z prawie zamkniętymi oczami), a teraz w większości stanowią dla mnie naturalną sekwencję. I nawet jeśli którejś nie uda mi się wykonać z przyczyn ode mnie niezależnych (dni, kiedy udało mi się zrealizować wszystkie mogę policzyć na palcach jednej ręki, ale nie to ma znaczenie), wracam do niej w ciągu dnia lub odpuszczam, bo nawet wykonanie połowy sprawia, że mój dzień jest po prostu lepszy.

 

Część z nich towarzyszy mi od dawna i nie muszę poświęcać im uwagi (picie wody z cytryną, zielony koktajl, ścielenie łóżka czy poranny makijaż), część wprowadziłam niedawno, a już czuję, jak dobry wpływ mają na moje nastawienie (rytuał wdzięczności, myśli na dany dzień), z częścią wciąż się zmagam i jeszcze nie doszłam do etapu, na którym mogłabym stwierdzić, że jestem zadowolona ze swojej systematyczności (poranne rozciąganie, medytacja).

 

Jeśli danego dnia uda mi się zrealizować przynajmniej 1 punkt z tych, które wprowadziłam w życie niedawno lub wciąż je uparcie wprowadzam, czuję, że dobrze zaczęłam dzień. A przecież dobrze zacząć dzień to zaprogramować się na to, aby cały był dobry.

 

 

1. Rytuał wdzięczności

 

Mój dzień zaczyna się dość wcześnie – z reguły około 6 rano (wolałabym, aby była to 7, ale ze względu na rytm dnia dzieci na razie nie jest to możliwe). Kiedy budzi mnie budzik, a nie Gustaw, jestem w idealnej sytuacji i mogę zacząć dzień od zapisania trzech rzeczy, za które jestem wdzięczna. Mam to szczęście, że nie muszę się wysilać, żeby towarzyszyła temu fala pozytywnych uczuć, bo przecież o te uczucia chodzi równie mocno, jak o przypomnienie sobie, ile pozytywnych rzeczy spotyka mnie każdego dnia (od tych wielkich, jak miłość, rodzina, po zupełnie drobne, jak zapach świeżo zmielonej kawy czy to, że zrobiłam zdjęcie, z którego jestem zadowolona).

 

Jest jeszcze jeden powód, dla którego zdecydowałam się zapisywać rzeczy, za które chciałam podziękować. To nastawienie. Ukierunkowanie myśli. Bo jeśli nad nimi nie panuję, bardzo często biegną one w kierunku, z którego trudno mi zawrócić – w stronę negatywnych emocji, strachu lub apatii. Tak, chociaż jestem raczej dobrze nastawiona do świata i do siebie, drobne zdarzenia potrafię odczytać w sposób dla mnie niekorzystny a to, co nieprzyjemne, ale jednocześnie nieistotne, rozbuchać do rozmiarów wielkiego balona przysłaniającego mi widok na wszystko inne. A nie warto. Nie warto przejmować się krzywym spojrzeniem pani w sklepie czy kąśliwą uwagą szefa, bo ma zły dzień. Ich zły dzień nie powinien kłaść cienia na naszym. My nie powinniśmy na to pozwolić. I rytuał wdzięczności mi w tym pomaga. W ukierunkowaniu się na to, co dobre w moim życiu, na czerpanie z niego tego, co wspomaga mój rozwój, co wyzwala pozytywne emocje, na wyławianiu przejawów sympatii i dobra, a nie tego, co może zaboleć lub wywołać negatywne emocje. Bo przecież nasz umysł te właśnie rzeczy w naturalny sposób przechwytuje i lepiej je zapamiętuje. Większość z nas na całe życie zapamięta burę od nauczycielki, ale szybko zapomni o pochwale i jeśli chcemy, by było inaczej, musimy nad tym pracować. Mnie pomaga w tym rytuał wdzięczności.

 

Po zapisaniu tego, za co jestem wdzięczna, wstaję i nastawiam dla chłopców owsiankę lub kaszę na śniadanie. Z reguły przygotowuję wszystko wieczorem i teraz tylko włączam thermomix lub kuchenkę.

 

 

2. Rozciąganie

 

Nie musi trwać długo, ale pracuję nad tym, aby było regularne. Początkowo chciałam wrócić do porannej jogi, ale już wiem, że nie ma na to szans, a rozciąganie wydaje się być najlepszą szybką wersją masażu dla mojego kręgosłupa i zdecydowanie poprawia jego kondycję.

 

 

3. Ciepła woda z cytryną

 

Woda z sokiem wyciśniętym z połówki cytryny towarzyszy mi od lat. Pomaga w produkcji soków trawiennych, wypłukuje toksyny i przywraca odpowiednie pH (ma działanie zasadowe). Zapobiega powstawaniu zmarszczek, dodaje energii, wspomaga odchudzanie i przeciwdziała gromadzeniu się w organizme chorobotwórczych bakterii. Ponadto jest bogata w witaminę C oraz potas i magnez. Czy jest coś prostszego, co można zrobić dla swojego ciała z samego rana?

 

 

4. Makijaż

 

Po porannym prysznicu maluję się. Nie jest to nigdy pracochłonny makijaż, ale kilka prostych kroków, które mogę wykonać nawet, kiedy nie mam czasu, a dzięki którym czuję się lepiej sama ze sobą, nie czuję się “rozmemłana” i nie szukam powodów, żeby zaszyć się w kącie i nie wychodzić do ludzi w dni, kiedy nie muszę tego robić.

 

 

5. Zielony koktajl

 

Kiedy chłopcy się ubierają, przygotowuję zielony koktajl. Jeśli nie zdążę, zieleninę piję po powrocie z odwożenia chłopców do szkoły. Dlaczego zielone warzywa towarzyszą mi od rana? Chlorofil pomaga w oczyszczaniu organizmu i zmniejsza ilość szkodliwych substancji docierających do naszych tkanek. Poza tym, zielenina ma działanie antyoksydacyjne i masę witamin i minerałów, których potrzebuje nasz organizm.

 

 

6. Ścielenie łóżka

 

Staram się robić to codziennie (po odwiezieniu chłopców do szkoły, bo mój mąż wstaje później niż ja) i nie pamiętam już, kiedy pominęłam ten punkt mojej codziennej porannej rutyny. Jest to kolejna rzecz, która pozwala mi wyjść z nocnego rozmemłania, a pod koniec dnia wrócić do sypialni i dobrze wejść w czas wieczornego relaksu. Jeśli pracuję z domu, w ten sposób eliminuję zewnętrzne rozpraszacze i stres. Poza tym jest to jedna z rzeczy, na które mam wpływ. W całym życiowym chaosie, w domu pełnym dzieci, moje łóżko jest pod kontrolą i to daje mi uczucie satysfakcji i panowania nad sytuacją. Takie małe, codzienne zwycięstwo.

 

 

6. Śniadanie

 

Po pościeleniu łóżka jemy z Gutkiem śniadanie (moje pierwsze, Jego drugie). Staram się, żeby było zdrowe. Z reguły jest go sporo, bo rano jestem po prostu głodna. Kiedyś nie wychodziłam z domu bez śniadania, teraz okoliczności sprawiają, że łatwiej jest mi zjeść po powrocie z odwożenia chłopców do domu, co z reguły zajmuje mi trochę ponad godzinę.

 

 

7. Myśli na dziś

 

Podczas śniadania spisuję myśli, które chciałabym, aby towarzyszyły mi danego dnia. Wyznaczam cele, priorytety, przypominam sobie, co jest dla mnie ważne i nastawiam się pozytywnie na dalszą część dnia. Czasem zapisuję to, czym się martwię lub denerwuję – w myśl zasady, że samo nazwanie strachu pozwala go zredukować, ocenić wagę sytuacji, a często także się od niej zdystansować. Robię to w formie kilku krótkich haseł, zajmuje mi to chwilę.

 

 

8. Ćwiczenie uważności i spokoju

 

Po położeniu Gustawa na Jego pierwszą drzemkę, staram się znaleźć chwilę na medytację. To punkt, który najtrudniej mi zrealizować, ale ponieważ jest on jednym z najważniejszych, staram się małymi krokami wprowadzać go w życie. Dlaczego? Bo czuję, że brakuje mi w życiu spokoju, że na macierzyńskim tracę stopniowo umiejętność koncentracji i często trudno jest mi być tu i teraz. Poza tym jest to dla mnie rozgrzewka przed wyzwaniami, które stawiam sobie na dany dzień.

 

 

Z małymi dziećmi w domu ciężko jest cokolwiek zrobić, nie zaniedbując jednocześnie ich potrzeb. Jeśli rano wygospodaruję chwilę na skoncentrowanie się na własnych myślach, łatwiej jest mi później unikać rozpraszaczy i jestem bardziej produktywną, a to oznacza, że w czasie krótkich drzemek Gustawa jestem w stanie zrealizować przynajmniej jedno, najważniejsze zadanie, jakie zaplanowałam na dany dzień.

 

 

Jakie są moje początki? Zaczynam od krótkich sesji, bo takie mają szansę stać się sukcesem, a łatwiej jest budować nawyk na sukcesach niż na porażkach. Na razie ustawiam budzik na 5 minut, w czasie których staram się skupić na oddechu i do niego powracać, ilekroć moje myśli zaczynają dryfować. Chciałabym dojść do 20 minut, ale to raczej nie nastąpi w najbliższym czasie i nie stresuję się tym. Medytację kończę w okolicach godziny 10 i wtedy biorę się za to, co koniecznie chcę danego dnia zrobić, czyli za najważniejsze zadanie.

 

Podsumowując: moje poranne rytuały to małe kroki, ale wierzę, że często małe rzeczy mają duże znaczenie. Jeśli nie uda mi się zrealizować wszystkich, nic nie szkodzi. Staram się pilnować, żeby codziennie wykonać choć jeden z istotnych punktów, czyli zapisanie trzech rzeczy, za które jestem wdzięczna, myśli na dziś lub medytację. Dzięki temu czuję, że poranek należy do udanych, a udany poranek to w moim przypadku najczęściej udany dzień.

 

Macie swoje poranne rytuały, które pomagają Wam utrzymać kurs i sprawić, by dzień był po prostu lepszy? Jeśli tak, napiszcie koniecznie w komentarzach. pięknego dnia dla Was!

 

 

Magda T.

  • Matka Dietetyczka

    Jestem pełna podziwu dla Ciebie i Twoich porannych rytuałów. Szczerze mowiąc nigdy do głowy sam z siebie by mi nie przyszedł rytuał zapisywania wdzięczności. Nie chce zapeszać ale spróbuję go wprowadzić. Zobaczymy co z tego wyjdzie:)

    January 15, 2017 at 4:25 pm Reply
  • Agnieszka

    Bardzo fajne te Twoje rytuały. Niektóre też stosuję. Praktykowanie wdzięczności szczególnie.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie. Też dzisiaj piszę u siebie o szczęściu.

    January 15, 2017 at 8:08 pm Reply
  • Anuko

    Wow, dzięki! Bardzo piękne rytuały i bardzo też moje. Medytację też nastawiam teraz na 5 minut. A dziś nawet z kawą w ręce – ale tak jest ważna, że nie chciałam się jej pozbawić. Biorę od Ciebie trzy “zawdzięczniki” – rzeczy za które jestem wdzięczna. Właśnie o nich pomyślałam i serce mi się ociepliło. Powodzenia!

    January 16, 2017 at 5:46 pm Reply
  • Kasia - Mindful Cultures

    Świetny pomysł z listąi odhaczaniem, wielu osobom to pomaga :)

    January 19, 2017 at 10:09 am Reply
  • healthystyle

    U mnie porannym rytuałem jest picie wody z cytryną i chociaż pół godziny czytania – potem wkraczają już social media – taka praca ;)

    January 19, 2017 at 10:21 am Reply
  • Milena

    Chciałabym tak móc wstać przed dziećmi i ogarnąć wszystko, zanim na nowo zrobią demolkę w domu :) Niestety, najmłodsza późno chodzi spać, do tego nocne pobudki, w związku z czym nie mam szans, by wstać przed pobudką dzieci. Nie wysypiam się ostatnio. Wstaję razem z nimi i jakoś ogarniam.

    Woda z cytryną z rana – to również mój rytuał :)

    January 27, 2017 at 10:42 am Reply
  • Sylvia

    Poranne picie wody z cytryną udało mi się wprowadzić w życie jednak u mnie najpierw jest kawa bo inaczej nie otworze oczu. Medytacja i rytuał wdzięczności są mi dalekie ale może kiedyś.. Musze powrócić do czytania porannego, kiedyś przy kawie zawsze to robiłam ale jakoś mi umknęło w międzyczasie życia…..

    May 26, 2017 at 10:36 am Reply

Leave a Comment