to top

O ciele, umyśle, duchu i wdzięczności

O

 

Każdy z nas jest inny i każdy sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie, co oznacza dla niego dobre życie. Jednak dla większości ludzi podstawowe filary szczęścia i spełnienia są, jeśli nie takie same, to przynajmniej podobne: zdrowe ciało, zdrowy umysł i zdrowe emocje (lub, jak kto woli, sfera duchowa) i do równowagi tych właśnie sfer powinniśmy dążyć.

 

Nie jest to nic nowego, możemy na ten temat przeczytać w zasadzie wszędzie, od prasy kobiecej po publikacje naukowe, jednak w chaosie i szumie codzienności tak często o tym nie pamiętamy, a nawet jeśli pamiętamy, nie znajdujemy w sobie motywacji, by należycie dbać o wszystkie te elementy, choć to na nich opiera się nasze życie i od nich wszystkich zależy nasze szczęście. Wszystkich razem, bo bez ich harmonii nie ma co mówić o zdrowiu, przynajmniej nie o tym prawdziwym, długodystansowym zdrowiu.

 

Ale jest jeszcze coś, coś, co powinnam podpiąć pod sferę duchową, ale jest to dla mnie tak istotny element pracy nad sobą i pielęgnowania pozytywnej postawy wobec rzeczywistości, że traktuję to jako kolejny fundament mojego szczęścia. Jest to wdzięczność. Ta prosta, zwyczajna, mało spektakularna wdzięczność.

 

 O

 

Wdzięczność za to, że właśnie zjadłam pieczone warzywa pod pierzynką z sosu z parmezanu i pietruszki (obiecuję wrzucić przepis ;)). Wdzięczność za to, że mam cudowną rodzinę. I za to, że możemy wysłać starszych chłopaków na dwa obozy, które sobie wymarzyli. Wdzięczność za to, że mogę planować wakacje. I za to, że jesteśmy zdrowi, a przede mną na stole stoi bukiet róż. Za to wszystko i jeszcze masę innych rzeczy jestem niesamowicie wdzięczna i staram się tę wdzięczność w sobie regularnie i z dużą częstotliwością pielęgnować. I uczyć tej wdzięczności dzieci. Poprzez codzienne chwile, kiedy mówią, co fajnego się wydarzyło i za co chcieliby podziękować. Poprzez przykład i pokazywanie im, ile piękna jest w ich życiu, nawet jeśli nie mają wszystkiego, co chcieliby mieć.

 

Bo jeśli nie potrafilibyśmy być wdzięczni za to, co mamy teraz, a mamy naprawdę dużo, wiem, że nie bylibyśmy w stanie być szczęśliwi także wtedy, gdyby spełniły się wszystkie nasze marzenia. Ani ja, ani dzieci, ani mój mąż. I daję sobie uciąć rękę, że większość z Was też (a przynajmniej ci, którzy mają zdrowie i bliskich ludzi wokół, wszystko inne to kwestia wytrwałego dążenia do celu).

 

To takie proste, przynajmniej w moim przypadku. Zbudowanie domu w naszym lesie. Przeprowadzka (ale nie do domu w lesie ;)). Zarobienie fury pieniędzy na odbudowanie ruiny. Napisanie książki (tak, wiem, że to marzenie nastolatki, ale nic nie poradzę na to, że w głębi duszy jestem młodą, naiwną dziewczyną z piegami i głową pełną pomysłów). Podróż po Australii i Nowej Zelandii. To wszystko może kiedyś się wydarzy. A może nie. I nawet jeśli nie, ze świadomością, że może wcale nie, jestem szczęśliwa i niesamowicie wdzięczna za to, co mam teraz.

 

Ostatnio na ulicy zaczepiła mnie starsza pani. Jestem już do tego przyzwyczajona, bo (jak się okazuje) dziecko w chuście, pies i fakt, że otacza mnie wianuszek mężczyzn to dla niektórych połączenie egzotyczne i czują wzmożoną chęć poinformowania mnie o tym. Rzeczona pani zaczęła standardowo od tego, że mały ma gołe stópki (i, o zgrozo! główkę), po czym przeszła do tego, że na pewno mu niewygodnie w chuście, a skończyła (skończyła, bo nie starczyło mi cierpliwości na więcej) na tym, że mi współczuje, że mam tylu synów i że przecież każda kobieta chce córki, a przynajmniej ona nie byłaby szczęśliwa, gdyby jej nie miała. Ostatkiem sił powstrzymałam się przed tym, żeby jej powiedzieć, że każda kobieta chce również być piękna i mądra, ale jak widać to też nie od nas zależy. Ugryzłam się w język. Ale potem zrobiło mi się jej trochę żal. Pomyślałam sobie, że jeśli szczęście według niej zależy od czynników tak bardzo niezależnych o nas, to prędzej czy później (a patrząc na jej podejście do życia można przypuszczać, że powinnam użyć czasu przeszłego) stanie przed ścianą sytuacji, na które nie będzie mieć wpływu i z którymi nie będzie potrafiła sobie poradzić i stanie się po prostu nieszczęśliwą, zgorzkniałą starszą panią (którą w zasadzie już teraz chyba jest).

 

Takich ludzi jest sporo. Dlaczego? Chciałoby się powiedzieć, że w znakomitej większości jesteśmy po prostu bezmyślni, żyjemy bez większej refleksji i wydaje nam się, że jeśli nasze życie potoczy się zgodnie z planem, który sobie założyliśmy, będziemy szczęśliwi. W dodatku zakładamy, że jeszcze zdążymy zrealizować nasze marzenia, więc żyjemy z dnia na dzień, tkwiąc w nielubianej pracy, stagnacji emocjonalnej i intelektualnej. A potem nagle okazuje się, że tego czasu już nie mamy, a nasze życie wcale nie było takie złe, a przynajmniej mogłoby być lepsze, gdybyśmy nie marnowali go na ciągłe narzekanie lub snucie planów na czas, kiedy wreszcie będzie lepiej. Tymczasem to lepiej z reguły nie przychodzi samo, a efektem takiego podejścia są rzesze nieszczęśliwych ludzi, którzy szarpią się z życiem, szukając nie tego, co trzeba, nie tam, gdzie trzeba. A wystarczy żyć tu i teraz. Dbać o ciało. Zdrowo się odżywiać. Ruszać się. Uczyć się wciąż nowych rzeczy. Rozwijać pasje. Dbać o głębokie związki z ludźmi, którzy są nam bliscy. Pielęgnować w sobie życzliwość w stosunku do innych. Szukać głębszego sensu i zastanowić się nad tym, co chcemy po sobie zostawić. Dążyć do tego, by tak się stało. Uczyć się uważności. I być wdzięcznym. Choćby za to, że dziś świeci słońce, a o 16 będziemy mogli wyjść z pracy i się nim cieszyć.

 

O

 

 

Magda T.

  • Pau Elegancka

    Magdo, pięknie napisane :)
    Tak rozglądam się w okół, i widzę bardzo mało ludzi, którzy docenialiby to, co mają
    O wdzięczności nie wspomnę
    Niestety tak łatwo skupić się na swoich deficytach czy niemożnościach
    trudniej niż dostrzec wartość tego, co się posiada
    pozdrawiam Cię ciepło
    mama póki co dwóch synów :)

    ps. ja nie wiem o co chodzi z tymi córkami; jak byłam na finiszu ciąży, to w rozmowie na placu zabaw zaczepiła mnie jakaś Pani pytając, jakiej płci będzie drugie dziecko, odpowiedziałam: też chłopczyk, ona: oj, to nie udało się z córeczką, jaka szkoda! nawet tego nie komentowałam po prostu odeszłam
    mnie tam się bardzo podoba bycie mamą chłopaków :)

    June 7, 2016 at 11:46 am Reply

Leave a Comment