to top

Mój syn jest ekspertem od gier komputerowych (choć sam w nie nie gra)

magdatomkowicz

 

Kiedy byłam w ciąży z Krzysiem, moja głowa i serce pełne były ideałów. Wydawało mi się, że to, na kogo wyrośnie mój syn, zależy przede wszystkim od nas, rodziców. Nie brałam pod uwagę, jak olbrzymi wpływ na Jego rozwój i postrzeganie świata, a nawet zainteresowania, będzie miało otoczenie. Żyłam trochę w bańce mydlanej. Ale im więcej rozmawiałam ze znajomymi mamami, im uważniej obserwowałam otoczenie, tym bardziej od tej naiwnej wiary w to, że wszystko będzie dobrze, przechodziłam do strachu, że nie dam rady, że nie wiem, jak sobie poradzę, że skoro w dzisiejszym świecie już dwulatki są uzależnione od tabletów, a dla siedmiolatków całym życiem są gry komputerowe, nie będę w stanie wychować moich dzieci na szczęśliwych ludzi, żyjących realnym życiem.

 

 

Dziś, dziewięć lat później, ten strach wciąż we mnie jest. Wciąż się boję, że za jakiś czas któryś z moich czterech synów będzie zamykać się w swoim pokoju, z czerwonymi oczami, oderwany od rzeczywistości, a jedyną odpowiedzią na moje prośby, by wyłączył komputer, będzie trzaśnięcie drzwiami. (Tak, Chłopcy, jeśli to czytacie, a wiem, że prędzej czy później na pewno przeczytacie, wiedzcie, że Wasza mama bardzo się tego obawia. Nie ze względu na siebie, ale ze względu na Was. Bo zdaję sobie sprawę, jak duże jest prawdopodobieństwo, że tak właśnie będzie. I jak bardzo negatywny wpływ może to mieć na wszystko. Na wszystko.)

 

 

Wilk syty i owca cała

 

Życie codziennie uczy mnie pokory. Wychowanie dzieci to absolutnie najtrudniejsze doświadczenie, z jakim przyszło mi się zmierzyć. Dlatego z góry proszę Was, nie odbierajcie tego postu jako krytykę rodziców, których dzieci dużo czasu spędzają, grając w gry komputerowe. Nie taki jest mój zamiar. Każdy powinien wychowywać swoje dzieci najlepiej, jak potrafi i jeśli tym dzieciom nie dzieje się faktyczna krzywda, nikt z zewnątrz nie ma prawa w to wychowanie się wtrącać ani go oceniać. Zresztą, na późniejszym, nastoletnim etapie, rodzice często nie mają już za bardzo wpływu na wybory swoich dzieci i choćby stanęli na uszach, nic nie poradzą na to, w jaki sposób spędzają one czas. Chcę jedynie podzielić się z Wami genialnym w swojej prostocie rozwiązaniem, na które wpadł mój mąż, a dzięki któremu temat gier komputerowych na razie nie wzbudza w naszym domu negatywnych emocji. Ani ze strony dzieci, które chciałyby grać, a źli rodzice im nie pozwalają. Ani z naszej, bo nie musimy na razie stresować się tym, jaki wpływ na ich psychikę mają rzeczone gry. Czyli wilk syty i owca cała.

 

 

Nasze dzieci mają komputer

 

Tak. W pokoju naszych starszych synów od kilku lat stoi komputer. W dodatku od kilku miesięcy jest on podłączony do Internetu. Krzyś jest dysgrafikiem, dlatego ważne jest dla nas, by sprawnie pisał na klawiaturze. Ponadto w nowej szkole może odrabiać zadania domowe na komputerze, więc nie widzimy powodów, by chłopców odcinać od tego, co jest dziś podstawą zawodowego, a często także kreatywnego, funkcjonowania. Chodzi nam tylko o to, by korzystali ze zdobyczy techniki mądrze, a nie w sposób bezmyślny i wybiórczy – faworyzując chwilową, na dłuższą metę uzależniającą, ale jakże łatwą i niewymagającą przyjemność.

 

 

Bez skrajności

 

Choć wiele zawodów w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat najprawdopodobniej zostanie w znacznym stopniu wypartych przez roboty, na szczęście daleko nam jeszcze do stworzenia sztucznej inteligencji. Co za tym idzie, osoby świetnie znające się na komputerach, będą w uprzywilejowanej pozycji na rynku pracy. Między innymi dlatego nie jesteśmy zwolennikami skrajności i całkowitego odcinania dzieci od komputerów. Ale nie tylko dlatego. Sama pamiętam, jak się czułam, gdy nie wolno mi było oglądać seriali, które oglądali WSZYSCY w mojej klasie. Nie było mi z tym dobrze i wciąż nie rozumiem niektórych decyzji mojej mamy, choć dziś już wiem, że na pewno chodziło jej o moje dobro. Nie chciałabym jednak (zwłaszcza po tym, jakie doświadczenia mieliśmy w poprzedniej szkole), by moje dzieci czuły się wykluczone albo inne tylko dlatego, że jako jedyne nie mają smartfonów i nie grają w gry komputerowe. Nie chciałabym, żeby musiały układać sobie te rzeczy w głowie, bo wydaje mi się, że jeszcze nie czas na to. Że dojrzewać do pewnych tematów trzeba powoli. I nie na siłę. Dlatego, choć smartfonów nie mają i w gry nie grają, na tle swoich rówieśników są… ekspertami od komputerów i gier. Jak to możliwe?

 

 

Zamienić zagrożenie w coś rozwijającego

 

O grach komputerowych moi starsi synowie wiedzą bardzo dużo. I jednocześnie nie wiedzą prawie nic. Znają kilka nazw, które usłyszeli w szkole. W którąś kiedyś u kolegi nawet grali. Wiedzą, co to Minecraft, bo sami im o tym powiedzieliśmy, ale ponieważ innych gier nie znamy nawet ze słyszenia, nie jesteśmy w tym temacie zbyt pomocni. Ale możemy pomóc w inny sposób. Możemy dać im narzędzia, by sami poznali gry od podszewki, by granie samo w sobie nie było tak interesujące, bo przecież z grami można zrobić coś o wiele bardziej fascynującego. Można je stworzyć od początku do końca. Samodzielnie. Sprawić, by mały duszek na ekranie skakał albo robił fikołki. Postawić przed nim przeszkody. Coraz bardziej skomplikowane. Ucząc się przy okazji skrótów klawiaturowych i innych tajników użytkowania komputera. I rosnąc w oczach swoich kolegów o kilka metrów. Bo przecież grać w gry każdy może. Ale nie każdy potrafi stworzyć do tej gry nowe elementy. Albo zaprojektować coś zupełnie nowego, coś, co potem można samemu przetestować, ale kto by tracił na to czas, skoro można go wykorzystać w lepszy sposób? Bo przecież ten czas przy komputerze wciąż jest limitowany. Przez rodziców, a jakże. Ale także przez to, że czeka fajna książka. Albo budowanie szałasu w lesie. Albo wyjście do kina. Czy szukanie dżdżownic lub wykopywanie dołków w ogródku. Bo to wszystko też jest arcyważne, prawda?

 

 

Balans

 

Chodzi przecież o to, aby zachęcać dzieci do robienia różnych rzeczy. Do odkrywania świata, do eksperymentowania. Do szukania siebie i swoich pasji. Do wkraczania w nieznane światy i nie ograniczania się do jednego jedynego, bo tak najłatwiej.

 

Niech skaczą po kałużach, zdzierają kolana w leśnych podchodach i chodzą wybrudzone farbami. Niech uczą się funkcjonować w różnych grupach. I czuć się dobrze z sobą samym. Niech szukają i próbują. By kiedyś potrafiły wybrać, co chcą w życiu robić. By akceptowały siebie i innych ludzi. By wiedziały, co to znaczy pięknie żyć. Niezależnie od tego, czy ich pracą będzie fotografowanie przyrody czy tworzenie programów komputerowych. Jeśli będą potrafiły znaleźć w swoim życiu pasję i równowagę, będzie to chyba jeden ze znaków, że udało nam się dobrze je wychować. Bo czyż zadaniem rodziców nie jest ograniczanie dostępu, ale wskazywanie drogi, by dziecko samo nauczyło się mądrze wybierać?

 

 

Magda T.

  • Kaatje38

    Magda. Fantastycznie ujęłaś to co i mnie kołacze się w głowie. Głowie nie matki, ale człowieka, który pomimo tego, ze nie ma dzieci posiada swoje przemyślenia i refleksje. Brawo!

    April 28, 2017 at 3:54 pm Reply
  • Edyta

    Świetny pomysł!! Chętnie bym go podchwyciła dla mojej najmłodszej, szalenie zainteresowanej grami ośmioletniej córki. Gra w szkole na zajęciach z informatyki i sporadycznie w domu, ale prawdę mówiąc zdecydowanie wolałabym właśnie taką bardziej kreatywną formę zainteresowania grami. Czy mogłabyś podsunąć mi pomysł, jak zabrać się do tego praktycznie?? – nie mam bladego pojęcia, w jaki sposób uczyć programowania (w rodzinie też sami humaniści niestety). Korzystasz z jakichś stron internetowych? konkretnych programów? Byłabym wdzięczna za jakąś podpowiedź.
    Zgadzam się też z Tobą, że najważniejsze w wychowaniu jest wspomaganie dziecka w rozwoju jego własnych zainteresowań i pokazywanie możliwych ścieżek, choć wytyczanie granic jest również ważne i niezbędne. Ale, żeby nie przynudzać – sztuki wychowywania uczę się stale i wciąż odkąd zostałam mamą (18 lat temu). A że mam trzy szalenie różniące się między sobą córki, to chyba jeszcze sporo wyzwań przede mną. Choć w przypadku dwóch starszych córek to już raczej nie wychowywanie, a towarzyszenie i wspieranie (czyli wracamy do początku:)
    Ślę serdeczności, Edyta
    PS. Na instagramie czytałam o Twoich wątpliwościach dotyczących bloga – jest dobry!! i myślę, że może być tylko lepszy, bo masz ogromny potencjał i lekkie pióro. Myślę, że nie warto go porzucać na rzecz efemerycznego siłą rzeczy IG.

    April 30, 2017 at 12:35 am Reply
  • Edyta

    Magda, Dziękuję Ci za błyskawiczną odpowiedź, rozejrzę się w takim razie, dobrego dnia, Edyta

    April 30, 2017 at 7:25 am Reply

Leave a Comment