to top

Manic Monday: taki dzień, że tylko kurier mógł go uratować

magdatomkowicz

Weszłam w tydzień spóźniona. Chciałam zacząć o świcie, ale udał mi się falstart tak klasyczny, że nieunikniona była dyskwalifikacja. Bo jak to jest, że kiedy zakradam się cicho do komputera, ONI, siódmym zmysłem ze snu wybudzeni, są przy nim przede mną, krzycząc: mamo, zrobisz siansiankę? A jeśli nie potrafią jeszcze owsianki nazwać, to chociaż: da, da, da i to, to, to.

 

Potem następuje cała seria zdarzeń, które wykonuję na autopilocie, myśląc, że zaraz znów dzień się skończy. I że mogłabym teraz spać.

 

A gdy dom na chwilę cichnie, siedzę z bólem brzucha na fotelu i spisuję te wszystkie rzeczy, które muszę dziś zrobić:

  1. przestawić się z trybu słonecznego na pochmurny i dość żałosny
  2. założyć drugą parę wełnianych skarpet, bo w jednej mi zimno
  3. zrobić ciepłą herbatę
  4. wziąć się wreszcie do pracy

 

Dalej robi się nieciekawie, bo wymieniam, co NAPRAWDĘ muszę zrobić. I okazuje się, że nie ma szans, bym zdążyła, bo już po 10, a jeszcze przecież nie zaczęłam. Tymczasem marzę tylko o tym, by móc się położyć. Bo oczy podkrążone od niespania przez trzy noce. Bo zęby Gustawa. Bo Stasiek też chce leżeć obok mnie, a ja się boję, że spadnie, jeśli położy się od skraju, a od środka leży jego młodszy brat. I kończy się na tym, że Stasiek kładzie się na mnie. Bo nie, on nie chce obok taty. Obok taty to on chciał, kiedy taty nie było.

 

Zamykam na chwilę oczy i liczę podskoki Wiktora, który, gdy jest w domu, albo czyta, albo bawi się w bakterię. Nie pytajcie, odpowiem niepytana – nie mam pojęcia, o co chodzi z tą bakterią, w każdym razie Wiktor traktuje nasz dom jak jedną wielką trampolinę, a że najbardziej współpracującym w tej kwestii meblem jest sofa, najczęściej skacze właśnie po niej. Wiktor zatem skacze, a ja pilnuję, żeby znów nie spóźnił się do szkoły, bo ostatnie trzy razy pilnowałam za mało (za to zdecydowanie więcej pracowałam, na czym niewątpliwie wszyscy wyszliśmy lepiej niż na mojego syna szkolnej punktualności). Bo że On się w swoim skakaniu zapomni, to pewne.

 

Podobnie jak to, że kiedy Krzyś wróci ze szkoły (a wraca, kiedy Wiktor wychodzi – lub wychodzi, kiedy Wiktor wraca – taka nasza tegoroczna szkolna rzeczywistość), trampolina zamieni się w bieżnię, bo gdy Krzyś myśli, to chodzi, a że dużo myśli, to i chodzi mi przed nosem non stop. Nie żebym narzekała, zupełnie mi nie przeszkadza to, że mam myślące dziecko, a  jego chodzenie nawet mnie rozczula. Przynajmniej dopóki sama nie muszę myśleć, bo weź się człowieku skup, kiedy ktoś ci skacze nad głową albo depcze co jakiś czas po palcach, bo tak jakoś wyszło.

 

Zamykam oczy, a kiedy znów je otwieram, dzwoni dzwonek. Kurier, myślę sobie, bo któżby inny. I choć niczego nie zamawiałam, człapię na dół i otwieram drzwi. I po raz pierwszy w życiu stwierdzam, że kurier uratował mi dzień, wręczając paczkę od TEJ OTO utalentowanej kobiety.

 

I budzę się z tej pogody nieciekawej, z tego poniedziałku nieutulonego, z bólu brzucha i z niskiego ciśnienia. Wieszam moją nową makatkę nad łóżkiem i myślę sobie, jak idealnie tam pasuje i jak bardzo jej kolory pasują do mnie.

 

I jak ogromnie lubię niespodzianki. Bo niespodzianki, obok wszystkich innych zalet, którymi mogą się poszczycić, mają jeszcze jedną, jakże istotną dla takich jak ja meteopatów i ciśnieniowców: budzą lepiej niż kawa i rozświetlają jak słońce. Dlatego dobrze się nimi dzielić. I myślę sobie, że dawno nie zrobiłam niespodzianki moich chłopakom. I że najwyższy czas to zmienić.

 

magdatomkowicz

Magda T.

  • Just

    ☺ słoneczny wpis. Dziękuję
    Dziś tez tylko marzę o łóżku od samego rana… po trzech słabo przespanych nocach. Pozdrawiam spod lasu.
    Niespodzianki to świetne uśmiechacze

    October 23, 2017 at 5:55 pm Reply
  • Moni

    Madziu jakbym czytała o sobie haha:) tylko, że mi jeszcze nikt po palcach nie depcze;) ale tylko usiądę do komputera nagle Leon się budzi:)

    October 24, 2017 at 8:55 am Reply

Leave a Comment