to top

Małe kroki #4 Międzyczas

magdatomkowicz

Gdybym miała wybrać trzy słowa najlepiej definiujące moją rzeczywistość, byłyby to: “NIE MAM CZASU”. Odkąd mam dzieci, mój czas nie tylko się skurczył. Mój czas przestał być do końca mój. Bo nawet, kiedy udaje mi się uszczknąć go trochę na zaspokojenie swoich potrzeb, z tyłu głowy zawsze jest miejsce dla Nich i kiedy przychodzą, niezależnie od pory dnia lub nocy (a prawie zawsze któryś przychodzi), staram się Ich wpuszczać.

 

Brak czasu nie jest jednoznacznie negatywnym zjawiskiem. Wbrew pozorom bywa bardzo wygodny – nie ma lepszej wymówki, gdy nie chcemy czegoś zrobić. Nie ma również bardziej niepodważalnego usprawiedliwienia dla lenistwa. A jeśli nie dla lenistwa, to chociaż dla odpuszczenia. Sobie.

 

I jak odpuszczanie sobie uważam za rzecz niezwykle potrzebną, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, promującym ambicję i dążenie do posiadania wciąż więcej i więcej, także ono powinno mieć granice. Każdy powinien wyznaczyć swoje, dla mnie jego zasadność kończy się tam, gdzie zaczyna się poczucie zmarnowania. Zmarnowania negatywnego, takiego, które nic nie wniosło, nawet odpoczynku czy wytchniania, a tylko zatarasowało drogę do spełnionego marzenia lub choćby dobrze przeżytego dnia.

 

Bo są przecież rzeczy, których nie powinniśmy odpuszczać, których nie możemy odpuszczać, bo to na nich budujemy tę zwykłą, codzienną szczęśliwość. Dla każdego inną, więc i na co innego musimy ten czas znaleźć.

 

Ale co zrobić, jeśli go nie ma? Jeśli nie ma go na naukę włoskiego, na ćwiczenia czy na wypicie we względnym spokoju herbaty?

 

Otóż, okazuje się, że jest coś takiego jak niedoceniany MIĘDZYCZAS. Większość z nas ma go w życiu całkiem sporo, choć zwykle w ogóle sobie tego nie uświadamia.

 

No bo jak? Ten moment, ta chwila zbyt krótka na cokolwiek, kiedy stoimy wkurzeni, że woda zbyt długo się gotuje? A niechże się gotuje jak najdłużej, myślę sobie i robię dziesięć przysiadów. Te same dziesięć przysiadów, na które nie znalazłam czasu od tygodnia. A one bez trudu zmieściły się w międzyczasie. Podobnie jak ta pięciominutowa lekcja włoskiego, wysłuchana w kolejce do kasy, kiedy chłopcy wrócili między regały po kakao i zostałam na chwilę sama. I jak herbata wypita na tarasie, pomiędzy rozwieszaniem prania a powrotem do komputera, może ostatnia w tym roku, bo od jutra ma przecież znów być zimno.

 

Pijąc ją powoli, w międzyczasie, stworzyłam sobie wspomnienie z tego pięknego, słonecznego dnia. Stworzyłam chwilę, na którą przez ostatnie dni nie miałam czasu. I dokonałam niemożliwego – zmieniłam definicję swojego życia na dwa zaledwie słowa: w międzyczasie. To nic, że tymczasowo.

 

 

 

PODOBA CI SIĘ W MOIM INTERNETOWYM ŚWIECIE?

 

Jeśli tak i chcesz pomóc mi rozwijać ten blog i dać motywację, bym dalej snuła opowieści o miłości, radości i pięknie, oto w jaki sposób możesz to zrobić:

 

  • Zostaw po sobie ślad – skomentuj, napisz, co myślisz, a kiedy już mi zaufasz – opowiedz swoją historię
  • Poznajmy się lepiej – polub mój profil na Facebooku i zobacz, jak to wszystko wygląda od kuchni
  • Zaobserwuj mój profil na Instagramie – tam opowieści o miłości, radości i pięknie jest jeszcze więcej
  • Udostępniaj moje posty – nawet nie wiesz, jaką radość mi w ten sposób sprawisz :)

magdatomkowicz

 

Magda T.

  • Moni

    Madziu, odkryłam dzięki Tobie znowu coś nowego:) Ja mam mnóstwo takich chwil w ciagu dnia:) Międzyczas jest super :D <3

    October 19, 2017 at 6:03 pm Reply
  • Marta

    Uwielbiam czytać Twojego bloga Magda :) Ten komentarz wrzucam w międzyczasie, bo z ząbkującą Zuzią i iloscią różnych ciekawych wydarzeń w szkole i przedszkolu starszaków, nie mówiąc już o chwili dla nas, w tym tygodniu nie mam czasu a nic. Ale międzyczas jest nawet w niedoczasie :)

    October 20, 2017 at 8:40 am Reply

Leave a Comment