to top

Małe kroki #2 bądź czarodziejką

magdatomkowicz

Piątkowy wieczór. Chłopcy krzyczą. Jeden przez drugiego próbuje zwrócić na siebie uwagę, wywalczyć swoją rację i wygrać, w czymkolwiek, byle jego było na wierzchu. Kiedy staram się uspokoić Gustawa, starsi krzyczą dalej. Bo nie ma buta. Bo chcę mleka. Bo on mnie bije. Bo AAAAAAAA!!!!! Ostatnie zdanie należy zwykle do Staśka, który rzeczywiście bije, co odkrywam niebawem, kiedy z płaczącym Gustawem na rękach wchodzę do pokoju. W duchu przyznaję się do porażki. Mam dość. Chcę zakopać się pod kołdrę i udawać, że mnie nie ma. Albo żeby chociaż oni przez chwilę poudawali.

 

Tymczasem są głośni. Tak głośni, że nie słyszę własnych myśli, nie jestem w stanie ich zebrać w jednym miejscu, by przez chwilę się zastanowić, by zbudować sensowny plan działania. Są tak głośni, że gdybym chciała być słyszalna, musiałabym sama zacząć krzyczeć. I właśnie to w tej chwili mam ochotę zrobić. Bezsilność wyzwala we mnie to, co najgorsze. Czasem się jej poddaję i rzeczywiście krzyczę. A potem jestem na siebie zła. Efekt zawsze jest odwrotny do tego, który chciałabym osiągnąć. Zamiast harmonii i zgody, następuje eskalacja wszelkich konfliktów, niezaspokojonych potrzeb i krzyku. Zamiast rodzinnej sielanki, mam przed oczami obraz niezgody i własnej rezygnacji. Mam ochotę odwrócić się na pięcie i wyjść.

 

To nic nie daje. Ani krzyk, ani udawanie, że nie ma problemu. Jestem tylko bardziej sfrustrowana, a oni coraz głośniej krzyczą. Problem jest i to ja muszę go rozwiązać. Inaczej będziemy budować naszą rzeczywistość na złych emocjach i niezrozumieniu, z którymi ja prędzej czy później sobie poradzę. Oni nie. Nie w tych głębokich strukturach. Nie na tyle, by nie siedziało to w nich do późnej starości. Bo dzieciństwo nas prześladuje przez całe życie. Prześladuje lub jest fundamentem. Dla swoich dzieci zdecydowanie marzę o tej drugiej opcji.

 

W takich chwilach przypominam sobie przedszkole, moje, sprzed trzydziestu lat. Przypominam sobie dwie przedszkolanki, które prowadziły grupę. Jednej nie znosiłam. Za jej krzyki, za wiecznie narzekanie, za nieznoszący sprzeciwu ton, za próby wtłoczenia nas do jednej ramki, choć tak bardzo się różniliśmy. Do tej pory dobrze to pamiętam. I jej gniew, kiedy rozcięłam sobie łuk brwiowy.

 

I druga. Zdecydowanie młodsza, mniej doświadczona, ale spokojniejsza, mówiąca do nas cicho. Do tej pory pamiętam jej metodę na uciszenie nas – siadała obok i zaczynała szeptać. Podchodziło najpierw jedno dziecko – z ciekawości, potem kolejne i w końcu cała grupa stała przed nią jak zaczarowana. Nie musiała krzyczeć. Była blisko, a my jej słuchaliśmy. Zresztą ona nas również.

 

Piątkowy wieczór. Chłopcy krzyczą, a ja przypominam sobie to, o czym zawsze marzyłam – by być czarodziejką dla swoich dzieci.

 

Bądź dla nich czarodziejką, myślę. Niech zapamiętają cię właśnie w ten sposób.

 

Podejdź bliżej, wysłuchaj ich potrzeb, postaraj się zrozumieć, dlaczego się biją, dlaczego wrzeszczą. Nie krzycz. Bądź bliżej i ciszej, tylko tak zbudujesz prawdziwą, dobrą więź.

 

Bądź bliżej i ciszej, myślę i siadam na podłodze. Pod nosem recytuję “Ptasie radio”. I czekam. Usłyszą mnie?

magdatomkowicz-signature

 

Magda T.

  • Marta

    I co usłyszeli? Jak poszlo?

    September 12, 2017 at 8:20 am Reply
  • ewelina

    A Ty wogole wracasz do normalnej regularnej pracy czy przy czworce podarowalas to sobie? Ja sie przygotowuje do kolejnej ciazy . czwartej i tak dumam czy to wogole jest mozliwe pracowac przy 4??? czy zycie znormalnialo odkad starsi chodza do szkoly pod domem?
    Napisz prosze czemu sie na te zmiene zdecydowalas?

    September 12, 2017 at 11:22 am Reply
      • ewelina

        normalna regularna praca to praca na etat gdzie w pracy spedza sie 8 godzin, nie roztrzasalam tu kwestii zajecia jako takiego , nie wiem czym sie zajmujesz a raczej ilosc czasu

        September 12, 2017 at 4:32 pm Reply

Leave a Comment