to top

List na 43 urodziny

magdatomkowicz

W niedzielę, w moje 38 urodziny, napisałam do siebie list. Do siebie z przyszłości, do tej dziewczyny, której, jeśli los będzie łaskawy, dane będzie kiedyś skończyć 43 lata. To przecież tak niedługo. Cała wieczność małych chwil spędzonych z najbliższymi, miliony wzruszeń i tyle samo łez, oby nie więcej. Napisałam do siebie list, bo tak bardzo chcę wierzyć, że będziemy wtedy wszyscy zdrowi i szczęśliwi. I dlatego, że nigdy nie chcę zapomnieć, jak to jest, kiedy nie jesteśmy.

 

Taki list to fajna sprawa. Porządkuje marzenia, nie zamykając ich w zbyt szczelnych pojemnikach, w których mogłyby się podusić. Nie szufladkuje, nie ocenia, nie patrzy na powinności i nie przejmuje się osądem innych. Mówi o tym, co dobre i co się udało, bo przecież tak mocno wierzę, że musi się udać.

 

Taki list zapisuje rzeczy, które powinny zostać zapisane, rzeczy małe i ważne, rzeczy wielkie i piękne. Taki list daje wiele odpowiedzi. Bo czy wcześniej wiedziałam, czego TAK NAPRAWDĘ chcę? Czy wcześniej potrafiłam odpowiedzieć sobie na pytanie, kim chciałabym zostać w przyszłości (tak, wiem, w wieku 38 lat…???)? Czy wcześniej zdawałam sobie sprawę z tego, że najbardziej na świecie za te 5 lat, w wieku lat 43, chciałabym wciąż być dzieckiem, tym dzieckiem, którym czasem udaje mi się być teraz, tym dzieckiem, które czuje dziką radość na widok kwiatów na drzewach, któremu motyle w brzuchu latają, gdy zaczyna się pierwsza wiosenna burza? Tym dzieckiem, które czeka na każdy dzień jak na gwiazdkę? I mimo wszystko uśmiecha się rano na widok pajęczyny pod sufitem.

 

Taki list zaskakuje. Odkrywa nas przed nami. Strumień świadomości płynie i jeśli damy mu wolną rękę, możemy wiele zrozumieć. Na przykład to, że rzeczy, które były na szczycie listy naszych codziennych myśli od tylu już lat, wcale się w nim nie znalazły. I że może w takim razie pora zepchnąć je niżej? I zamiast zastanawiać się godzinami nad dorosłymi rzeczami, lepiej robić swoje, a resztę czasu przeznaczyć na szczęśliwienie?

 

Na to, by tę kawę poranną poczuć sercem na języku, a nie łyknąć bez zastanowienia. Na to, by cztery wierne łapy psa usłyszeć, jak drepczą za nami, gdziekolwiek idziemy. Na to, by kwiatki przesadzić, by ciasno im nie było, a potem się nimi pocieszyć 5 minut, a nie biec od razu dalej. Bo wcale przez ten bieg szybciej nam nie pójdzie z tym życiem. Co najwyżej minie z mniejszym sensem. Jak tyle przecież chwil, których już nie odzyskam. A których nawet nie pamiętam – tak mi było spieszno, by z nimi skończyć. Bo praca, bo troski, bo kurz spod łóżka trzeba wymieść. A tu Gustaw zaczął mówić. I najczęściej mówi “nie”, jak to dwulatek, z uśmiechem, jak to Gustaw. A tu Krzyś przychodzi z ważnymi rzeczami – kiedy on tak wyrósł? A tu Wiktor potrzebuje więcej uwagi, a tego nie można zaniedbać. A tu Stasiek potrzebuje poczucia bezpieczeństwa razy 100, przecież bez tego jeszcze ciężej mu będzie. A tu wiosna przyszła i mogłoby zabraknąć czasu na zachwyt. Mogłoby przecież, bo wstaję o 5, kładę się o 1, a i tak się ze wszystkim nie wyrabiam, a śniadanie jem ostatnio o 11. Ale przecież gdybym pozwoliła na ten brak czasu na zachwyt, przegrałabym życie.

 

Napisałam do siebie list, w którym nie było ani słowa o syzyfowym sprzątaniu w domu i o pracy znielubianej, o  gotowaniu obiadów i zmęczeniu, które nie mija po piątej czy szóstej kawie. Ani o pobudkach w nocy i o tym, że noc bez dzieci mamy z mężem raz na 10 lat. Było o tym, jak dobrze jest tworzyć dom i siadać do wspólnego stołu. I o tym, ile satysfakcji, kiedy dobrze się pracę wykona. O tym, jak dobrze jest zasypiać jak dziecko zaraz po przyłożeniu głowy do poduszki – zmęczenie się kiedyś tym snem wypłucze, ważne, by sumienie czyste było. Było o tym, że nad ranem ptaki najpiękniej śpiewają – czy wiedzą o tym ci, którzy mogą się wyspać? I o tym, że się kochamy, mimo wszystko. Że ta dłoń, która wspiera, zawsze  jest obok, także wtedy, gdy trzeba podnieść, bo świat powalił na kolana.

 

Napisałam do siebie list o tym, jak chciałabym, by wygladało moje życie za 5 lat. I najbardziej zdziwiło mnie to, jak niewiele różni się ono od tego, które już mam.

 

 

Magda T.

  • Franczeskaf

    ❤️

    April 25, 2018 at 8:40 pm Reply
  • Sylvia

    Dzień przed Twoimi urodzinami sama skończyłam 42 lata :) i jak miałoby wyglądać moje życie za pięć lat? Wiem, że teraz już jest inaczej niż pięć lat wcześniej odpuściłam wiele spraw i w tym roku wiosnę widzę jakoś bardziej. Uspokoiłam emocje i nie jestem już “huraganową Sylvią” :)

    April 26, 2018 at 12:57 pm Reply
  • kaatje38

    Jak Ciebie czytam Kochana moja to zastanawiam sie.. jak to mozliwe, ze kiedykolwiek myslalam, ze w miare sprawne posluguje sie piorem..Niczego nie potrafie..przy Tobie. Jestes jak miekki, cieply koc, ktorym chce sie nakryc po sama glowe. Koisz i tulisz. Uwielbiam Ciebie, wiesz? Wiesz…<3

    April 26, 2018 at 3:23 pm Reply

Leave a Comment