to top

8 rzeczy, które staram się jeść lub pić codziennie

O

 

O

 

Każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu, zdaje sobie sprawę z tego, że nasze ciało jest tym, co jemy, a właściwie co przyswajamy. Czasem wypieramy tę wiedzę w te rejony myśli, do których rzadko zaglądamy, czasem sami siebie oszukujemy, innym razem usprawiedliwiamy się, twierdząc, że nawet naukowcy mówią, że – tu można wstawić, co nam pasuje, bo naukowcy mówią tak wiele rzeczy, że jakiej tezy byśmy nie chcieli udowodnić, zwłaszcza jeśli chodzi o zdrowie, znajdą się na to jakieś naukowe badania. Ale przecież większość z nas wie, czego nasze ciało potrzebuje. Zresztą nie tylko ciało, bo umysł i emocje także.

 

Dlatego po wyjściu ze szpitala postanowiłam przestać się wreszcie oszukiwać i zacząć naprawdę dostarczać organizmowi tego, czego potrzebuje, rezygnując jednocześnie z tego, co ograbia go z młodości i zdrowia, czyli przede wszystkim z CUKRU, od którego przez wiele lat byłam uzależniona – aż wstyd się przyznać, że do niedawna w moim menu codziennie znajdowałam miejsce na niezdrowe słodycze. CODZIENNIE. Każdego dnia trułam się i to w dodatku trułam się świadomie. I żeby było zabawniej – wystarczyło zmienić sposób myślenia o słodyczach, bo przecież z nich wcale nie trzeba rezygnować, żeby nie wsypywać w siebie cukru. Wystarczy jeść je bardziej świadomie – przygotowywać w domu ze zdrowych składników, czyli nie tylko nie uprawiać dywersji, ale wręcz dostarczać sobie budulec do regeneracji. Bo słodycze też mogą dodawać nam nie lat, a sił.

 

A zatem postanowiłam w końcu jeść naprawdę zdrowo, a żeby było mi łatwiej wszystko sobie w głowie uporządkować, zrobiłam listę rzeczy, które staram się jeść lub pić codziennie, dosłownie – codziennie. Dlaczego codziennie? Bo są dla mnie dobre, ale też dlatego, że wyrabiając w sobie stałe nawyki łatwiej jest mi zapanować nad swoim życiem. Wyzwala mnie to od konieczności podejmowania codziennie decyzji, a co za tym idzie, daje szansę na powodzenie. Gdybym dała sobie wybór, oj, myślę, że trwałabym wciąż w cukrowym nałogu. A tak – nie mam wyboru, trzymam się stałego planu i nie zastanawiam się nad tym, czy może jednak nie zjeść by czegoś niezdrowego (w końcu rano wypiłam zielony koktajl – moje tłumaczenie sprzed zaledwie kilku tygodni) za każdym razem, kiedy otwieram lodówkę.

 

 

Moja zdrowa, codzienna ósemka:

 

1. Zielony koktajl – zielone warzywa to bogactwo przeciwutleniaczy. Ponadto zawierają błonnik, witaminy, łatwo przyswajalny wapń, żelazo, fosfor, magnez, potas, a niektóre także całkiem sporo wysokowartościowego białka (np. jarmuż). Kiedyś, czytając o tym, że powinny być składnikiem każdego posiłku, pukałam się w głowę. No bo jak? Teraz codziennie rano raczę całą rodzinę porcją zielonego zdrowia, do obiadu robię surówkę, a po południu wyciskam sok. Da się.

 

2. Surówka do obiadu – dla niektórych norma, ja kiedyś nie lubiłam surówek, zwłaszcza zielonych, ale popracowałam nad tym, by znaleźć takie, które polubię. I udało się.

 

3. Świeżo wyciśnięty sok – mogłabym pić całymi dniami, więc to akurat żaden problem.

 

4. Świeżo zmielone siemię lniane – bogactwo kwasów tłuszczowych omega-3 i błonnika.

 

5. Kiszonki – ogórki kiszone (nie kwaszone, te nie są takie zdrowe), kapusta kiszona, zakwas buraczany itp. to naturalne probiotyki bogate w żywe kultury bakterii, które wspomagają pracę jelit – a tam zaczyna się przecież nasze zdrowie.

 

6. Migdały i inne orzechy oraz pestki – zawierają witaminę E, magnez, potas, fosfor, witaminy rozpuszczalne w tłuszczach oraz wielonienasycone kwasy tłuszczowe. Ostatnio chrupię często pestki dyni, które są doskonałym źródłem cynku, dzięki czemu pozbyłam się białych plamek na paznokciach, z którymi walczyłam od dłuższego czasu.

 

7. Kiełki – kopalnia witamin, minerałów, białka i przeciwutleniaczy. Posypuję nimi kanapki i sałatki, dodaję do koktajli, wyciskam z nich sok.

 

8. Cebula i czosnek – wprawdzie nie jem im codziennie, ale wpisałam na listę, żeby jak najczęściej o nich pamiętać. Działają bakteriobójczo i pobudzają układ odpornościowy. Najchętniej jadłabym je na surowo, ale mam słabą wątrobę, więc robię z nich syrop, który dodaję do surówek i sałatek.

 

 

A zatem tak, oficjalnie jestem żywieniowym dziwadłem i totalnie przesadzam, bo przecież wszyscy i tak umrzemy. Owszem, umrzemy, ale zanim umrzemy możemy dbać o jakość naszego życia, dawać codziennie przykład naszym dzieciom i troszczyć się o planetę, na której kiedyś będą przecież żyć nasze wnuki.

 

I jeszcze jedno – po raz pierwszy po ciąży nie wypadają mi włosy!!! W poprzednich ciążach, w okresie połogu i potem jeszcze przez wiele miesięcy traciłam je garściami. Teraz nie. A to dla mnie niezbity dowód na to, że rezygnacja z cukru jest dla mnie dobra (bo poza tym dietę już wcześniej miałam dosyć zdrową, choć warzyw i owoców zjadałam mniej – teraz zwolniło się miejsce zajmowane kiedyś przez słodycze, a tych pochłaniałam codziennie naprawdę dużo, więc mam go teraz do zagospodarowania całkiem sporo).

 

I co najważniejsze – Gustaw na moim mleku pełnym tego bogactwa pięknie rośnie i nie ma żadnych brzuszkowych problemów – to zdecydowanie nasze najspokojniejsze dziecko (choć nie odważyłabym się polecić takiej diety żadnej nowo upieczonej mamie, tak na wszelki wypadek – choć śmiem wątpić, żeby dieta oparta na kurczakach i białym ryżu, a tak w Polsce odżywia się wiele karmiących kobiet (ja też dostałam kiedyś od lekarki podobne zalecenia), była na dłuższą metę dobrym pomysłem).

 

 

Magda T.

  • Wioletta

    Witaj! Ja od jakiegoś czasu mam ogromny problem z wypadaniem włosów, przerzedziły mi się bardzo, po ciąży jasna sprawa, ale ja urodziłam ponad 2 lata temu moje drugie dziecko, a poprawy jak nie było tak nie ma. Czy jesteś w stanie polecić co dodać do diety by je wzmocnić lub też ewentualnie jakieś kosmetyki? Będę wdzięczna za odpowiedź i ewentualne sugestie, dzięki bardzo.
    Lubię twoje wywody i pisanie;) pozdrawiam

    March 1, 2017 at 4:55 am Reply

Leave a Comment