to top

67 dni wakacji

magdatomkowicz

Jest godzina 23, a ja dopiero jem kolację. Wiem, wiem, już jedliśmy, ale potem przez 3 godziny usypiałam Gustawa, a noszenie ciężarów, nawet tych najsłodszych, podnosi zapotrzebowanie na kalorie. Jest więc 23, a ja jem kanapki i zapijam zmęczenie lampką wina. Powinnam iść spać, ale tyle rzeczy rozgrzebanych, tyle spraw potrzebuje mojej uwagi. A czasu wiecznie za mało.

 

Pierwszy dzień z 67, kiedy Wy nie musicie nic albo prawie nic. Pierwszy dzień z 67, kiedy my musimy jeszcze więcej niż podczas pozostałych 298 dni w roku. A czas nie jest z gumy, więc skoro normalnie go na wszystko nie starcza, teraz nie starcza razy 10.

 

Ale dziś nie o tym, dziś chciałam Wam napisać, jak bardzo się cieszę, że możemy Wam zapewnić wakacje, których fragmenty są odrobinę choć podobne do naszych wakacji sprzed kilkudziesięciu lat. Do czasu, kiedy beztroska była czymś niemal namacalnym i miała smak owoców zjadanych prosto z krzaka i zapach nagrzanych słońcem łanów zboża. Kiedy chowaliśmy się w kukurydzy i biegaliśmy po łąkach za motylami. Każde z nas w innej części Polski, ale nasze wspomnienia są podobne, bo wtedy wszyscy, którzy mieli rodzinę na wsi, robili to samo. Innych wakacji nie znaliśmy. Z tego, że możemy dać Wam więcej, niż sami mieliśmy, też się cieszę. Tak bardzo, że nawet moje zmęczenie przy tej radości blednie.

 

Jest godzina 23. Kończy się pierwszy prawdziwy dzień wakacji. Wasz Tata pojechał na basen, a ja sączę tę moją lampkę wina, która była mi dziś tak potrzebna, choć przecież dookoła nas letni luz-blues i powinnam być cała w skowronkach. A jestem po prostu strasznie zmęczona.

 

Kupiłam dziś dla Was ciastka, a potem sama je zjadłam. Ze złości. I z bezsilności. Bo tak bardzo daliście mi w kość. Teraz mogę się do tego dnia uśmiechnąć, ale chyba głównie dlatego, że po lampce wina uśmiecham się do różnych dziwnych rzeczy. Dziś było mi ciężko i myślę, że powinniście wiedzieć, że czasem tak właśnie jest, że choć uwielbiam być Waszą mamą i nie zamieniłabym się miejscami z nikim innym, są chwile, kiedy mam ochotę położyć się na chodniku, walić weń pięściami i krzyczeć, że chcę!!!

 

Że chcę, żeby przez chwilę było cicho. Żeby nikt nie budził Gustawa, którego usypiałam przez godzinę, nikt nie kłócił się o to, czyja porcja lodów była większa i nikt nikogo nie spychał z fotela.

 

Ale przecież jestem mamą i nie powinnam kłaść się na chodniku. Choć właściwie, czemu nie? Może następnym razem, kiedy nie zrobicie tego, o co poproszę, wybiorę tę opcję (czy to w ogóle jest opcja?). Ale koniec na dziś. Śpijcie dobrze, śnijcie pięknie, moje małpeczki. Jutro będzie nowy dzień. Drugi dzień wakacji.

 

Jest prawie północ, bo w międzyczasie Krzyś trzy razy przychodził pytać, czy tata już wrócił z basenu, bo chciałby skończyć robić model statku. Jest prawie północ, a skoro dopiero zasnęliście, jest szansa, że jutro dacie mi pospać może nawet do szóstej. Jest prawie północ, a przed nami 66 dni luzu i stresu, nicnierobienia i stawania na głowie, żeby zdążyć ze wszystkim. Bo w wakacje Wam obowiązków ubywa, nasze się mnożą. To nic. Jutro zrobię nam naleśniki i zaczniemy od nowa. Oficjalnie. Dzień drugi z 67.

 

P.S. Stasiek obudził dziś Gustawa o 4.55. Co to ludzie mówią o nadziei? ;)

 

magdatomkowicz

 

 

 

 

Magda T.

  • Agnieszka

    Madziu dużo luzu życzę :)

    June 27, 2017 at 12:11 pm Reply
  • czarnaewcia

    Cudownych wakacji Wam życzę. Oby te 67 dni ciągnęło się w nieskończoność, tak jak wtedy gdy byłyśmy dziećmi ;)

    June 28, 2017 at 7:50 pm Reply

Leave a Comment